Kroki muzyki i lawiny

Czasem tak sobie idę i nagle dociera do mnie, jak to fajnie móc iść. I że za chwilę widzę co innego i pod innym kątem, niż przed chwilą, i tak noga za nogą, oddech za oddechem.

Albo że muzyka gra, a ja mogę ją słyszeć - nie że jak zwykle wybrzydzam i to musi być jakaś konkretna, tylko po prostu, że dźwięki składają się w coś, samo to mnie jara.

W sobotę przy porannej kawce wyczytałem w gazecie, że wśród osób, które zasypała lawina pod Annapurną, była jedna, którą znałem. Ot, luźno dość - jakieś słoneczne chwile iks lat temu, jakieś rowery, trochę rozmów i szlajania się po mieście, parę razy ją podwiozłem tu czy tam, a w mojej kolekcji "Małych Książąt" w obcych językach 3 książki mam od niej z wojaży - wersja ukraińska, rosyjska, hiszpańska.

Nigdy bym nie przewidział, że będę jednym z tatów, co to z synami ćwiczą rzuty do kosza, takiego do koszykówki. No nie mój image zupełnie - a jednak ;-) nigdy dotąd nie robiłem tego dla przyjemności, na WF-ie nie lubiłem, a teraz okazuje się, że mam niezłego cela, ale bardziej cieszą mnie trafienia zaliczone przez przeciwnika, również wykazującego się sporą skutecznością.

donpepego między słowami

P.S. Nie ma to jak gardło rano przeczyścić wyśpiewując "Child in Time" za kierownicą, ale takim, żeby przekrzyczeć samego Gillana.
Name:

Komentarze:

28.10.2014, 10:57 :: 192.109.140.190
donpepego
Regres> yyy, ja też nie do końca medalowy w tej kwestii, nieraz basen, bywały rowery, ale to też i dla przyjemności - przyjemność większa, niż w czasach chodzenia na aikido, które dla rodzica oznacza służenie transportem i kiszenie na ławeczce przez godzinę. a kosz mamy blisko, cały wypad jeden czy drugi trwa z pół godziny. spacery lubię długie i szybkim krokiem, jak dotąd dla syna kompletnie niefajne, ale jakoś tego lata parę razy sam się zgłosił na łażenie i nawet na bieganie, prawdopodobnie efekt uboczny mojego "elitarnego" PR-u wokół tych wyjść ;-) sporty letnie twoje ulubione też bliskie, hm, sercu, właściwie całorocznie ;-) górki bardzo brzydkim głosem, ale drę.

swojanka> to możemy się czasem zamieniać, bo w samochodzie z kolei nie wypada czytać książek, a poczytałbym w drodze ;-) kosze na śmieci w sumie też dobre, teraz mi się przypomniało, że jako dzieci wymyśliliśmy z kolegą grę z użyciem piłeczki tenisowej i kosza na śmieci, trochę nawiązującą do golfa, bo kolejne rzuty miały przybliżać do tego kosza, ech, fajnie!..

27.10.2014, 18:50 :: 77.65.38.31
swojanka
bardzo lubię rzuty do kosza :) jeszcze bardziej bym lubiła gdyby, piłka z mojego rzutu trafiała tam gdzie trzeba ;)
dobre naście lat nie grałam w kosza, jedynie śmieci tam rzucam i z tego powodu chętnie bym pokrzyczała, ale w autobusie nie wypada - raczej ;)

27.10.2014, 18:28 :: 89.76.197.138
Regres
Nie wmówisz mi że wyciągałeś te górki razem z Gillanem ;).
W temacie górek - jeżeli chodzi o kulturę fizyczną, to ja raczej mam pod górkę i z synem mogę co najwyżej w badmintona pograć. No co ja poradzę, że ze sportów letnich to, jak mawiał pewien mój znajomy, lubię jedynie gołe baby oglądać. Nie lubię i już. Rower może, ale nie mam takiego dopasowanego do moich rozmiarów. Spacery, o tak, ale co to za sport i co to za atrakcja dla młodego. Niestety nie dla mnie nagrody w kategorii Tata Roku.