Wybrzeże Złości Koniowej

Też tak macie, że jak odkurzacz wyłączony, to zaraz widać na podłodze ciciki, których nie było, jak był włączony?

Początek roku szkolnego raczej udany. Udało się znaleźć legitkę, która się podstępnie schowała w schowku na legitkę i przez szereg tygodni swym niebytem była powodem stresu.

Jakoś w styczniu koncert Wishbone Ash w Polsce - super!

W środku człowieka - różnie. Te wakacje były dla mnie niełatwe do wytrzymania z sobą samym i własnymi reakcjami na to, co wokoło... i w środku człowieka. Trochę się czuję, jakbym głaskał ukochane zwierzę - tyle że wypchane, czego do końca nie przyjmuję do wiadomości. Jakbym krążył wokół centrum Układu Słonecznego, z którego ktoś zabrał Słońce (ryzykowna metafora przy tej aurze) czy może - okazało się, że nigdy go tam nie było.

donpepego straszny mieszczanin

P.S. Komu potrzebne budowanie własnego ego jako opozycji do rzekomej (bo co o niej wiesz) "uczuciowo sterylnej, mieszczańskiej normy" - niech buduje. Wymyślony wróg (gardziciel / żerant na cudzych emocjach / uczuciowa stęchlizna) pewnie jest pokrętnym wariantem wymyślonego przyjaciela. Taki negatywny punkt odniesienia, względem którego my - wzniośli, niezłomni, płonący emocjami - jesteśmy przez kontrast w dwójnasób wzniośli, szlachetni, płonący emocjami, w których to blasku pasożytniczo ogrzewa się marny, jałowy, liczykrupski i odtwórczy żywot tego kogoś, dla kogo te wyżyny są niedostępne, może tylko pożebrać o okruchy.

My - popełniamy czyny - jeśli nawet nierozważne, to uświęcone flag łopotem, szczytne w swej nieracjonalności, odważne i własne, on - ledwie wykonuje czynności, reakcyjne, stęchłe, niskopobudkowe, przewidywalne, tchórzliwe i nikczemne już z definicji. Jeśli mamy zdanie na jakiś temat - to mamy zdanie. Jesteśmy samotnym wilkiem i z nikim się nie liczymy, im więcej was przeciwko - tym prawdziwsza moja prawda, a racjonalności powiedzcie, żeby sobie poszła, bo nam ciepło zabiera. Jeśli on ma zdanie - to na pewno pod czyjeś dyktando albo z chęci przypodobania się stadu. Jeśli jednak mimo zdania przybieramy jakieś zawodowe maski - to jesteśmy jak Wallenrod albo przynajmniej J23, a jeśli ten drugi nie mówi "tak, tak, nie, nie" - to jest, jakże by inaczej, tchórzem. Jeśli atakujemy, wygarniamy i się zapędzamy w wierutne bzdury - to to jest godny podziwu temperament sprzężony z nadwrażliwością, a jeśli ten ktoś kpinką to skwituje - jest łajdakiem godzącym w naszą nadwrażliwość, na którą mamy najwyraźniej monopol. My z siebie wypruwamy emocje, dzięki którym świat jeszcze się kręci, nosząc takich jak on, a tu taka niewdzięczność!

Najlepiej sobie takiego żeranta stworzyć na bazie kogoś, kogo znamy tylko z widzenia - w autobusie czy internecie. Im mniej o tym kimś wiemy, tym lepiej, bo więcej pola do przypisywania cech charakteru - czy raczej jego braku, więcej pola do gdybania - bo w trybie przypuszczającym wszystko można. By.

W ten sposób ktoś, kto tak samo jak my żyje na kwadracie, płaci rachunki, pracuje w pracy i poza pracą, czyta, ogląda, słucha, wędruje, przeżywa, podjada wafelki, idzie przez życie zanurzając się raz po raz w małe, średnie, duże szczęścia i rozpacze, nieraz był, bywa i będzie bywać na rozstajach - przefiltrowany przez naszą percepcję staje się kimś zupełnie innym. Mentalnym meblem, dokładnie takim, jaki sobie chcemy sklecić, żeby posadzić nasze ego.

"Cokolwiek pomoże ci przetrwać noc - jest dobre", jak śpiewał John Lennon. Jeśli ma pomóc - niech pomoże.

04.09.2015 :: 13:50 Komentuj (4)

Jupitery na druk

Z rzeczy nietypowych - ostatnio pierwszy raz byłem na koncercie, podczas którego zrobiłem sobie przerwę na... zakupy w Biedronce. Częściowo takie do domu, ale też i dodatkowo "Carrie" Stephena Kinga, żeby se poczytać na festiwalu.

I tu wychodzi plus opasek na nadgarstki, które pozwalają wyjść z imprezy (potencjalnie - najeść się, napić i inne uciechy wedle potrzeb i okazji), a potem wejść znowu. Co ciekawe, gwiazdor zespołu, którego występ zainspirował mnie do opuszczenia festiwalu, był fajną wisienką na torcie dwóch innych, bardzo udanych występów na tym samym festiwalu. Na tyle udanych, że w "Carrie" popchnąłem niecałe 30 stron, głównie w przerwach, jak przezbrajali scenę.

donpepego krwistopalcy

P.S. Ostatnio w ogóle mniej muzyki słucham. Do snu jakoś nie - a niedawno przecież prawie codziennie. Wczoraj wędrując dość szybkim krokiem przez Warszawę (Dworzec Centralny-Służewiec, 6,3km, 1h) słuchałem sobie Siekiery - ciekawie zabrzmiało "Idziemy przez las" przesieczone sugestiami nawigacji w stylu "skręć w lewo".

09.09.2015 :: 12:56 Komentuj (2)

Dary, dary losu

Z rozmów pod koszem - przy rzutach osobistych:
- Tato, mnie się wydaje, że świat jest grą, w którą ktoś gra. Masz też czasem wrażenie, że ...ktoś tobą steruje? Czasem mi się śni taki ktoś.
[...]
- No cóż... Tato, los obdarował ciebie i mnie średnią wysokością... średnią siłą... i dosyć dużym brzuchem.
[...]
- Tato, a tym kimś, kto nami steruje, też ktoś jeszcze steruje, nie?

Wśród miliona słów wypowiadanych dziennie przez tego koszykarza, którego los obdarował jak wyżej, jakieś 40% było wkurzających lub frustrujacych, drugie 40% po prostu męczących, ale fajnie, że jest margines na takie te.

donpepego sterowany

P.S. Jasny punkt mijającego tygodnia? Któryś wieczór ze spontanicznie i wbrew domowemu obyczajowi wysłuchaną na głos na dobrych głośnikach płytą "Trick if the Tail" Genesis. Piękna, bogata muzyka i żywe wspomnienie pierwszego z nią razu 21 lat temu pod beskidzkimi gwiazdami... przy pracy na budowie ☺

13.09.2015 :: 00:47 Komentuj (5)

Dobrze zbudowana społeczność

Ostatnio dużo bywam na portalu społecznościowym, po części dlatego, że coś tam prowadzę pracowo.
Nie ukrywam, że łatwizna bycia - choć baaardzo po łebkach i złudnie - "na bieżąco" z kilkoma fajnymi i mnóstwem mniej lub bardziej obojętnych osób, po prostu wciąga. W większości to czysta strata czasu, jak przełączanie kanałów na pilocie, kręci nas chyba samo scrollowanie i ten mikron nadziei, że kawałek dalej coś jest. Tu oko zawieszone na sekundę, tam na pół. A godziny lecą.

Po części działa tu z niesamowitym rozmachem mechanizm powtarzania, przekazywania i obracania w wirtualnej przestrzeni na wszystkie strony efektami pracy czy zabawy nielicznych mózgów, przez tysiąckrotnie większe rzesze przeżuwaczy, to trochę jak niegdysiejsza gra w "Flirt towarzyski" - patrzysz co jest dowcipnego albo zaczepnego, wybierasz coś z tego i pokazujesz innym, a oni jeszcze innym. Ale zaczyn musi być, oryginalny content, jak to u nas mówią - po części są to rzeczy rzeczywiście ciekawe - czasem dla najbliższych autora, czasem dla szerszego grona, dla jakiejś grupy która się czymś naprawdę interesuje, ale czasem?.. No dzisiaj natknąłem się na takie coś:



Jak to się, do diaska, dzieje, że pada takie pytanie i w ciągu godziny, niech to dunder świśnie, 2300 osób zadaje sobie trud wpisania "rosołek i schabowy", "zuoa krem z dyni" czy "grzybowa i pierogi"? Bo aż z ciekawości przeleciałem wzrokiem. Tam naprawdę nic dalej z tego nie wynika, po prostu narasta lista dań, które ludzie jedzą. Dużo jest typowych, a mało - nietypowych, podejrzewam że do takiego wniosku doszedłby wytrwały analityk. I - to już trudniej sprawdzić, ale przeraża mnie to jeszcze bardziej - czy są ludzie, którzy to czytają?!

donpepego zdumiony

P.S. Miałem sobie okazję ostatnio pobanglać na basie na świeżym powietrzu na miłej scenie z przygodną kompanią, fajnie było!

22.09.2015 :: 16:54 Komentuj (5)




2018: 01. 2017: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2016: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2015: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2014: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2013: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2012: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2011: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2010: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2009: 12. 11. 10. 09. 08. 07.


powered by Ownlog.com & Fotolog.pl