Normalni den na fronte

Dzisiaj mówiłem po węgiersku na głównej promenadzie ładnego słonecznego miasta, a wieczorem jadę na lotnisko. Pamiętam, jak się zaśmiewaliśmy w pracy (znaczy w pracy, ale na mieście, przy żarełku - nieczęsto, ale bywa) z historyjek, ale żadnej nie pamiętam. Garów wczoraj nie umyłem, bo mi się nie chciało po wieszaniu prania, więc rano trza było pomyć, co dołożyło się do ogólnego rozgardiaszu porannego z marudnym pyskatym przedszkolakiem i sztafetą z przeszkodami (ubrać, nakarmić, oporządzić, osprzątać, zabawić, pogodzić, wyposażyć itd., a w międzyczasie samemu się jako tako ubrać i wyprawić).

Dobrze, że to młodsze chociaż grzeczne, choć też dość absorbujące w kwestiach przytulania, karmienia i towarzyszenia. Nie oszukujmy się - karmienie to już nie takie niemowlackie, ta panna potrafi wszystko sama, tylko lubi, jak jej się atencję okazuje.

A jak to pranie wieszałem, chcąc niechcąc w pokoju gdzie telewizor oglądanym jest, posłyszałem, że w reklamach, których jest strasznie dużo nawet na "Diskowercu", w KAŻDEJ REKLAMIE, jest albo walenie na "ty, tobie, twoje", albo tryb rozkazujący, albo jedno i drugie. Pfff!

Dziś też pogadałem sobie telefonicznie z moim ulubionym Hindusem, który dzwonji czasem i mnie ciągnie za język biznesowo, a ja część strzelam komunały, część wymyślam, a część mówię, że nie powiem i on na to wtedy, że absolutnie rozumie i mam wrażenie, że za te odpowiedzi "nie powiem" mam najwięcej punktów.

donpepego dekownik niepraktykujący

P.S. W uczuciach do kozła trwam. Wyszło mi, że każde 100 km przejechane kozłem zamiast samochodem, to ok. 27-28 złotych oszczędności, tyle co whisky w Biedronce. Ale co tam whisky, sama jazda kozłem to jest fajna rzecz. A i samochód się bardziej docenia, jak się nim jeździ raz czy dwa na tydzień i nie do pracy.

02.09.2011 :: 16:12 Komentuj (5)

Google Too Much



Bo Górny Śląsk to tako Floryda, ino co trzeci robi na grubie.

donpepego majamski

P.S. Wczoraj nad ranem śniło mi się, że to już poniedziałek, a tu zonk, niedziela.
P.S.2. Macham pożegnalnie do tych, których strony odwiedzałem korzystając z konta google. Coś mi się pozajączkowalo na komputerze z tym kontem, odzyskiwacz chce ode mnie numeru telefonu, niedoczekanie jego, zatem addio, pomidory!

05.09.2011 :: 12:48 Komentuj (7)

Do wyrzygania ckliwie, ale prawdziwie

Jechać na tylnych siedzeniach samochodu i trzymając się za rączki rozmawiać o księżycu z kimś, kogo na drugi dzień i za tysiąc lat na pewno będzie się kochać? Najpewniejszy sposób - mieć córeczkę :-)

donpepego w pierwszej kwadrze

P.S. Ostatnie dni skłaniają 99% mych pozytywnych bezpośrednich uczuć osobistych ku dziatwie. Równo pół na pół - jeden zając, jeden wół, dziewczyńcia i chłopczyczek. Zostaje 1% pozytywnych bezpośrednich na inne cele, sporo pozytywnych niebezpośrednich (daleko - wycena trudna, pozdrawiam) i pokazny kociołek negatywnych, którego weekendowy obsrany bulbulbulgot na szczęście ustąpił powszedniemu pyrkaniu. Dobrze, że jest pracka i dystans na dojazd kozłem.

05.09.2011 :: 22:16 Komentuj (12)

Emblemat w kształcie śmierci

Pobieżny ogląd kupionego dziś nowego "Teaz Rocka" zapowiada sporo radości.
A kozioł zasuwał dziś, jakby dostał skrzydeł, pegaz rogaty beee beee.
Niech no przestanie padać, jak mam jechać do domu...

donpepego w kształcie pytajnika

P.S. "Doktor Murek" skończony, "Buszujący w zbożu" skończony, niechybnie pora wrócić do "Coś się stało" albo nawet do "Blaszanego bębenka". To nie to, że źle się czyta - przeciwnie: czyta się tak mocno, że gorzej sobie człowiek radzi z nieczytaniem, które wypełnia resztę czasu po brzegi z meniskiem.

07.09.2011 :: 16:39 Komentuj (11)

Czyli ile listków na metr?



Też tak macie, że jak są 2 liczby, z których da się wyliczyć trzecią, to mózg koniecznie musi to zrobić albo przynajmniej usiłować?

donpepego bezlistny

P.S. Dziś, w poniedziałek i we wtorek byczę się w charakterze chorego. Kaszlę, slurpam, łykam tablety i nagrywam fajną muzę dla Siostry. Strasznie miło dla kogoś przygotowywać muzykotekę, przyjemność dawno niezaznana.

09.09.2011 :: 10:22 Komentuj (12)

Zagadka



Przy myciu podłóg widok jednego z napotkanych przedmiotów zapłodnił mój piękny umysł. Ciąże u umysłów trwają bardzo różnie, od setnych sekundy do długich dziesięcioleci - ta trwała jakieś 6 sekund. Poród odbył się siłami natury i na świat przyszła Zagadka, którą - o tu, wyżej - prezentuję. Zatem... co napotkałem myjąc podłogę?

donpepego w połogu

P.S. Siostra wyprawiona, wyleciała w powietrze z zapasem fajnej muzy, ciekawe jak jej się spodoba. A propos fajnej muzy - przy zapłodnieniu, o którym mowa, grało "Stadium Arcadium" Red Hotów. Zacności. Trochę nie wiem, jak mi się spodoba nowa.

10.09.2011 :: 18:00 Komentuj (10)

Wysoce udany dzień

Po zachodzie Słońca dzień chwalić można, zatem: dzień znajduję wysoce udanym - pierwszy raz od czwartku jezdziłem na kozle (się wymknąwszy kupić nieopodal żarówkę do reflektora przedniego), słyszałem pierwszy raz nowych Red Hotów (ho ho! bardzo pozytywnie! przy całej admiracji, wręcz admiralicji dla Frusciantego, pułkownik von Klinkerhoffen daje radę, oj daje radę, a i reszta ma dużo przestrzeni i z niej korzysta), nikt nie zrobił mi krzywdy ani ja nikomu, z nikim się nie pokłóciłem, pogoda była ładna, jedzenie i picie smakowało, nic nie bolało, a pieśni przeróżne same się pchały na usta (nic to, że kompletnie nie pamiętam melodii "O czym marzy dziewczyna, gdy dorastać zaczyna"), praca dobijała się bez przesad i raczej trza było porządzić, paluszkiem pokazać gdzie przesunąć w lewo prawo przód niż babrać się w gmatwaninie, dzieci były anielsko grzeczne z konieczną szczyptą diabelstwa do smaku, żona hm nie uczyniła nic, co by zachwiało tą radosną percepcją świata (a przecież mogła zabić). Tak to ja mogę chorować.

donpepego szczęściarz powszedni

P.S. Muszę sobie tych Red Hotów bliżej poznać, bo to na półśpiocha było. Lubię słuchać nowych rzeczy na półśpiocha, otwiera mi to liczne klapki w mózgu.

12.09.2011 :: 23:26 Komentuj (9)

Każdy z każdym

"11:30 - Start Stop Continue - każdy z każdym" - jeden z jutrzejszych punktów wyjazdu służbowego, który zaczyna się jeszcze dzisiaj.
Orgia jak nic. Następny w agendzie jest lunch.

donpepego lekko struchlały

P.S. Brak mi trochę widoku kozła przez pracowe okno.

14.09.2011 :: 14:37 Komentuj (5)

Trzy wiewiórki

Wydusić w poniedziałkowy ranek z rozwścieczonego małego Księcia Ciemności szybkie narysowanie 3 wiewiórek umiarkowanie wyględnych i w bonusie czytelnego podpisu w ramach awaryjnego odrabiania weekendowego zadania domowego "narusyj samodzielnie wiewiórkę" - sukces, który z palcem w dupie* przyćmiewa wszelkie inne osobiste, zawodowe i pozostałe. Po takiej wiktorii to już tylko z górki.

Choć miłym jest również, że udało się dziś w drodze do pracy (bo w weekend nie było kiedy) bezproblemowo wymienić mocno zabudowaną żarówkę głównego reflektora w koźle (nigdy nie palcujcie żarówek, a jak opalcujecie, to zatrzyjcie staranie ślady - to zwiększa żywotność!). Mogę się też pochwalić, że w badaniu "każdy z każdym" które powinno się nazywać raczej "każdy o każdym", wyszło, że wszystko robię super hiper, oprócz autopromocji. Na tym chyba polega skuteczna autopromocja, nie?

donpepego niezbyt wyglądny wiewiór

P.S. Chyba bym nie potrafił funkcjonować w showbiznesie. Impreza bez wyjścia w chwili, kiedy nie mam ochoty na imprezę, wprawia mnie w ogromną frustrację. Wolę zakasać rękawy i odwalić kawał męczącej roboty, niż musieć się uśmiechać i smykać między ludźmi, kiedy marzę tylko, żeby już było po fajerwerkach.

*ciekawe, jak wygląda dupa sukcesu i czy jest czarna. A może właśnie najczarniejsza?

19.09.2011 :: 13:00 Komentuj (9)

Nadlewki wykonujemy względem zewnętrznego obrysu elementu

Hm tym razem chyba znowu "nie tym razem".
Dobrze, że chociaż wysikać się zdążyłem.
No to na kozła i wio.

donpepego wysikany

P.S. Ale w sumie to lubię, jak robota aż furczy.

23.09.2011 :: 17:17 Komentuj (9)

Analiza determinant satysfakcji

Doże rzeczy dziś kupiłem w sklepie i mam do przewiezienia kozłem. Na szczęście część zjadłem, a część zostawiam w pracy i zabieram jutro.

donpepego przewoźnik

P.S. Miałem dziś świetny, emocjonujący sen o tym, że byłem zakładnikiem.

26.09.2011 :: 17:31 Komentuj (12)

Hello Goodbye

"... i powiedziałam mu na dzień dobry "do widzenia"..."

donpepego siemka hejka

P.S. Znacie kogoś z Kutna? Bo wobec mnie jedna taka z Kutna okrutnie bywa butna. Ale już się zahartowałem i raczej nie usłyszę, że "pan chyba tu od niedawna pracuje"; a gdybym usłyszał, to odpowiem "pani za to chyba od końca wojny co najmniej".

27.09.2011 :: 13:02 Komentuj (12)

Bezpuentnie

Miałem wczoraj do opędzenia oprócz chronicznej bieżączki także dwa spotkania w dwu niezaleznych kwestiach, obu ważnych, bo ocierających się o miłościwie panujące kierownictwo naczelne (w sensie: naczalstwo się interesuje i kiedy już któryś raz jesteśmy w ogródku, już witamy się z gąską, naczalstwo robi woltę "a może jednak zróbmy to inaczej"). Jedno spotkanie z Artystami, drugie z Inżynierami. Pominę może kontrast sposobów komunikowania się z Artystami i Inżynierami, bo to łatwo sobie dopowiedzieć.

W obu sprawach już jakieś czynności przygotowawcze czynione od miesięcy, plany przekoziołkowane niejednokrotnie w przód i tył, cyrografy podpisane. Nie w ciemię bity rozplanowałem sobie to tak, żeby na luza jedno i drugie spotkanie odbyć, odpowiednią ekipę skrzyknąwszy. Jak można się spodziewać - okazało się, że oba spotkania koniec końców są jednocześnie. I na obu wizje roztaczają się fantastyczne, nieskażone cieniem myśli o wykonalności. No i musi być potem taki, co te pegazy zaprzęgnie do pługa, żeby ugór obrobiły...

Nie zrozumcie mnie źle - ja wcale nie twierdzę, że to jakieś zabójczo trudne czy stresujące albo wymagające szczególnych uzdolnień, raczej cieszy mnie rozpiętość i rozmaitość oraz duszek absurdu przemykający się pomiędzy tym wszystkim z fikuśnym chichotem.

donpepego inżyrtysta

P.S. Nie działają mi wszystkie trzy prawe migacze kozła. Chyba nie żarówka/żarówki, raczej bezpieczniki albo jakieś coś, co nie wiem jak się nazywa.

28.09.2011 :: 11:37 Komentuj (6)

Miga miga miga

Z potrójnym niemiganiem poradziłem sobie w trymiga w sposób dla mnie modelowy, wykorzystujący zasadę "głupi ma szczęście". Najpierw z ciekawości dotarłem do akumulatora, wydedukowawszy że jest pod nogami w podłodze (instrukcja tego nie precyzuje), tam miła niespodzianka: Chińczyk dorzucił zapasowy bezpiecznik.

Potem mając na uwadze, że usterka może być niestety gdziekolwiek w elektryce, począwszy od włącznika, poprzez przewody poutykane, porozgałęziane i poprzyczepiane tu i tam, poukrywane, aż do żarówek... zacząłem od miejsca najmniej chyba prawdopodobnego, czyli żaróweczki w lusterku. Odkręciłem, wyjąłem, obejrzałem, włożyłem - i działa. I teraz wszystko mi miga. I nadal nie wiem, czemu nie migało wcześniej.

W pracy też wszystko mi miga. Sprawy sprawy sprawy i do tego buch w środku dnia zebranie ponad 2 godziny niczym nie wyjęte.

donpepego rozmigotany

P.S. Aha, z zebrania najbardziej podoba mi się idea agregacji raportów cząstkowych przez kolejne poziomy wzwyż - na początku jest powiedzmy 147 raporcików z regionów i branż, w tych raporcikach mądre głowy cyzelują cyferki, potem raporciki się scalają trójkami, czwórkami, potem dalej się scalają, i jeszcze dalej, a na końcu mały człowieczek w dużym biurowcu dostaje raport o treści "wszystko jest w miarę wporzo".

29.09.2011 :: 16:06 Komentuj (8)




2018: 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2017: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2016: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2015: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2014: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2013: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2012: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2011: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2010: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2009: 12. 11. 10. 09. 08. 07.


powered by Ownlog.com & Fotolog.pl