Ewoluta i ewolwenta

"I o tuż to" - nie mam na tyle otwartego umysłu, żeby wpaść umysłem na pisownię, na jaką wpadłem oczyma.

Co do nazw zespołów - oprócz takich, które ewidentnie wskazują na jakiś styl, zdecydowana większość jest na tyle uniwersalna, że... tu kolejne ćwiczenie dla skostniałych wyobraźni, jak moja: a gdyby w alternatywnym świecie The Beatles było nazwą kapeli triphiphopowej, Bad Boys Blue - bluesowej, a Free, Rush czy Deep Purple - disco lat 90?

Właściwie gdyby nie to, że sobie każdy zapracował na wachlarz skojarzeń z daną nazwą - co widzimy post factum - to niby czemu nie? Nie ma w tych nazwach żadnych odtąd-dotąd, każda może się fanom kojarzyć z wszystkim, co najlepsze - jak wolność, moc, podróż, miłość, odkrywanie nieznanego, seks, niebo, odlot i milion innych rzeczy.

Drugi biegun to nazwy typu "Młodzieżowa Orkiestra Dęta Kopalni Wieczorek" - każde z 5 słów jest nośnikiem bardzo konkretnej informacji.

Albo dezinformacji ;-)

A zresztą i tak "a rose by any name...".

donpepego not a rose

P.S. Czy da się oprawić SMS-a w ramki? Są takie, co zasługują, choć chyba mało kogo wpuściłbym do pomieszczenia, gdzie SMS sobie na ścianie wisi ten, który mam na myśli.
P.S. W międzyczasie - 2 dni pracowego, acz uciesznego wyjazdu w plackatą środkową Polskę i od razu 2 dni w nieplackatą Małopolskę - niepracowego i też częściowo uciesznego.

06.08.2015 :: 16:05 Komentuj (5)

Tymczasem w Mińsku

Tymczasem w Mińsku oprócz starej biedy i nowoprzybyłych bolszewików moi bohaterowie w roku 1919 mają zimę i szczękanie zębami.

A ja rozpoczynam urlop domowy. Przedwczoraj fajny dzień w Wiśle, częściowo też w Wiśle - w sensie że nogami. Wczoraj wiele pryszniców, bo po rowerze (26km), po myciu podłóg, przed i po basenie i w ogóle. A wieczór muzycznie w piwnicy, prawie chłodnawej, ale za to bez bolszewików.

donpepego w truszczobie

P.S. Niektórych nie sposób polubić.

10.08.2015 :: 09:11 Komentuj (3)

Czerw

Niesmak. Obrzydzenie. Bezsilność, bo mordę skuć sprawie nijak - pięść ugrzęźnie niechybnie między bujnym, oślizłym życiem zgnilizny: sprawa jest lepka, bezkostna, żyje swoim życiem - wijącym, wielogłowym, solidarnym jak rojowisko glist.

Spróbujesz działać siłą, naciskać, ciąć - tylko rozjątrzysz i wzmocnisz czerwia.

Żeby tak potrafić mieć w dupie tak, jak się jest samemu w dupie manym.
Niestety - jeszcze nie teraz.
Ale cierpliwości.

Wzrok nisko, żeby przypadkiem jakaś Perseida nie wyczytała w smutnych oczach życzenia.

donpepego starless

P.S. Hit urlopu w mieście - baseny ze zjeżdżalniami. Nasza wesoła trójka nie ma dość ;-)

13.08.2015 :: 10:09 Komentuj (6)

Rekin pupołap

No i w sumie wszystko racja, co mi napisaliście. Manie w dupie do pewnego stopnia jest zdrowe dla głowy. Spojrzane z różnych perspektyw, uwzględnione różne możliwe proporcje, porównane z tym, co za uszami z drugiej i trzeciej strony medalu. A bo to da się porównać? No niezbyt. Poczynione czynności, po których można na chwilę siąść na wygodnym nadrzecznym i czekać, co spłynie, a jednocześnie wyjść poza schemat. Trochę trza odwagi, właściwie nie odwagi heroicznej, tylko chciejstwa, otwartości i czujności, ale wygląda, że warto.

donpepego z tych co raczej sobie pod górkę robią

P.S. Dotarła do mnie wspaniałość zlekceważonej płyty Wishbone Ash "Power of Eternity" sprzed kilku lat. Są momentami mimry z mamrami, ale większość wyborna, te gitary!

16.08.2015 :: 16:05 Komentuj (3)

Szajba

Wesołą szajbę spotkałem ostatnio w weekend. Schroniskowe i przyschroniskowe rozmowy, w głowie fantastyczne teorie i podobno równo fantastyczne praktyki: światy równoległe, wędrówki świadomości poza ciałem i te sprawy. Nie żebym zamierzał podążać tym śladem ideologicznie, zwłaszcza że sam pan szajba przyznaje, że to są sprawy na granicy snu, a ja sam wiem, że tam się wszystko może zdarzyć.

Ale generalnie nie ma o co kruszyć kopii i wojować o rację, bo co komu z niej?

Było coś ujmującego w tym człowieku.

Na pewno taka szajba inspirująca dla innych i milsza, niż szajby maniakalno-prześladowcze. Przede wszystkim zdrowsza dla nosiciela szajby.

donpepego Øye i Bøe

P.S. Kings of Convenience - taki duet wokalno-gitarowy, współczesne echo folkowych klimatów Simona i Garfunkela; gdyby nie Google, to ani bym ich nie podejrzewał o norweskość. Ale z nazwiskami Erlend Øye i Eirik Glambek Bøe się jej raczej nie wyprą.

27.08.2015 :: 17:22 Komentuj (2)




2018: 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2017: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2016: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2015: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2014: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2013: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2012: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2011: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2010: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2009: 12. 11. 10. 09. 08. 07.


powered by Ownlog.com & Fotolog.pl