Lipcówka

Dziś przyjechałem do pracy dwa razy.
Bo za pierwszym zapomniałem z domu komputera.
A jeszcze trochę mi brakuje do mistrzostwa w sztuce pracy pozorowanej, dzięki któremu nikt by nie spostrzegł skutków braku głównego narzędzia.
Za to se pojeździłem dłużej skuterem.

A w kuchni znalazła się bezpańska, przyjaźnie nastawiona pizza i "Rzeczpospolita", w której ktoś jak po burej suce pojechał po "Przed północą", trzeciej części historii Celine i Jessie'ego znanych z filmów "Przed wschodem..." i "Przed zachodem Słońca". Lubię zaczynać znajomość z filmem, płytą czy książką od miażdżącej recenzji, daje większe prawdopodobieństwo siępodobania niż po och ach. Muszę chyba ograniczyć swoje och ach na różne tematy, bo pewnie komuś nimi też psuję, zamiast zapewnić mu ucztę dla duszy po moim zmieszaniu z błotem.

A wczoraj był bardzo fajny dzień, chyba przestanę nielubić niedziel.

Jak się już człowiek pogodzi z tym, że nic nie jest tak, jak by sobie zaplanował, to to nieplanowane też da się polubić.

donpepego chwilowo pogodzony

P.S.1. Mam już cztery utwory z całą muzyką (na razie w głowie i na kartkach), ale bez tekstów, znaczy jeden ma tekst ale jeszcze refren nie teges, a trzy kompletnie ni me ni be. Jeden rockowy łubudu, jeden rockowy ale wrażliwszy, jeden balladka z wyeksponowaną gitarą klasyczną, a jeden taka bosanowa jakby. Dupa b(al)lada, chyba nic nie mam światu do dodania.
P.S.2. Tak se myślę - a może by teraz wracając zapomnieć kluczy do domu?..

01.07.2013 :: 17:42 Komentuj (6)

"Tak właśnie, żeby ci było trudno rozstrzygnąć"




Znalazłem w telefonie coś, co znalazłem jakiś czas temu na półce z tanią książką.

Łyso wam teraz, co?

Mówię do tych, co (podobnie jak ja) próbowali pisać coś do wiersza bez znajomości semantyki wypowiedzi poetyckiej, a w szczególności bez jasnej i świadomej wykładni eksplikacji pragmatycznej swoich bajdurzeń.

donpepego staromodalny

P.S. Polecam też uwadze przypis, w którym błyskotiwlie demaskuje się prawdziwe motywacje dziecka. I to w języku cytowanego oryginału, żeby nie uronić nic ani nie przeinaczyć. Podstawa dla każdej matki i ojca!

04.07.2013 :: 17:27 Komentuj (7)

Kanon

Wszystkie prawdziwe ludzkie twarze mieszkają na osiedlu, gdzie się wychowałem.
Te spotkane później to zawsze wymieszane w różnych konfiguracjach i proporcjach motywy z tych wcześniej.
Dziwnie mi, kiedy tam wracam i pomiędzy napływowymi z mieszalnika widzę ponownie kanon.
Lekko postarzały, ale bazowy.

donpepego na starych śmieciach - dokładnie posegregowanych

P.S. Karmię ostatnio rybki po sąsiedzku. Dwa razy dziennie, bo się okociły (wtf?!) i rybie dzieci rosnące w wydzielonym kotniku (ditto!) wymagają częstszej strawy. Fajnie, okazale, zielono i przyjaźnie wygląda moje miasto z 9 piętra, mieszkam od 4 lat niżej i jakoś nigdy dotąd go nie widziałem z góry. W piosenkach lekki postęp, ale jeszcze nie czas na fanfary.

10.07.2013 :: 12:13 Komentuj (3)

Wartość oczekiwana zero, regresja do średniej

Napatoczył mi się dziś fajny sposób zapamiętywania listy zakupów - wystarczy sobie wyobrazić, co z danym zestawem sprawunków można by podziałać we dwoje w sytuacji niedwuznacznej.

No, może momentami dwuznacznej, jak tak pomyśleć o niektórych koszykach dóbr.

Sposób wygląda na fajny, nie przeprowadzono jednak dotąd badań skuteczności.
Poprzeczką do pobicia jest ilość 3 rzeczy do zapamiętania - tyle maksymalnie potrafi się bez zapisywania.

donpepego czujący przyjemną siłę nabywczą

P.S. Na tapecie, tzn. jeszcze na pracowym biurku - "Przeciw Bogom. Niezwykłe dzieje ryzyka", pożyczone od kolegi w nawiązaniu do dyskusji kuchennej o prawdopodobieństwie. Lubię rachunek prawdopodobieństwa, zwanego nieraz dla szybkości prawieństwem albo praństwem, zależnie od częstości powtarzania tego pojęcia podczas wypowiedzi.

12.07.2013 :: 16:40 Komentuj (3)

Riff

Grałem wczoraj na gościnnych występach rybkom akwariowym do bardzo późna i dopiero dziś po południu, mocno niewyspany, zdałem sobie sprawę, że zapomniałem o riffie. W sumie sam nie wiem, czy główną siłą tego utworu jest natchniony tekst, chwytliwa melodia czy właśnie ten dobitny, funk-rockowy riff. Ciekawe, co powiedzą rybki, jak im zagram z riffem.

donpepego rybi williams

P.S.1. Książka o ryzyku zacna - dosć mocno amerykańska w wyłuskiwaniu ciekawostek, ale bardzo fajnei napisana, no i udało mi się rozwiązać w głowie takie zadanie z tekstem o tym, że ile lat przeżył ktoś, jeśli przeżył 1/6 życia, potem jeszcze 1/12 życia, potem jeszcze 5 lat, potem urodził mu się syn, potem syn umarł, a ten ktoś przeżył jeszcze 1/7 swojego życia, dożywając wieku dwukrotnie sędziwszego niż syn. Z excelem do obrobienia w 85 sekund pewnie, w głowie hmm... ;-)
P.S.2. Komputer domowy kaputt, a pracowy ma w zboczony sposób połączone gniazdo dźwięku wejściowe z wyjściowym, pfuj - trochę to bruździ, bo nijak fajnych mikrofonów nie podłączę, plus oczywiście cała zawartość domowego poszła się paść do krainy wiecznych... wiecznych czego?

15.07.2013 :: 17:21 Komentuj (3)

Gdybym żył w Londynie na początku 17 wieku

... to na 84% w moim wieku bym już nie żył.

donpepego kiedy indziej

P.S. A wczoraj 19 lat temu był koncert Boba Dylana na stadionie Cracovii, co nas deszcz zlał i ktoś z publiki krzyczał w stronę artysty "oddawaj, ch..., za bilety!", ale i tak było fajnie. I jeszcze nie wiedziałem, że 3 lata później truposz wyda jedną z najulubieńszych moich jego płyt. I wielu innych rzeczy też nie wiedziałem.

18.07.2013 :: 17:23 Komentuj (4)

Wielki Woz albo przewoz

Plamy na ksiezycuniu kontempluje okiem skosnem, slucham Chrisa Cornella koncertowki, ursa major przyswieca, nie ma lekko, acz bywa hardkorniej. Hrabalcie sie!
Donpepe

20.07.2013 :: 23:58 Komentuj (2)

Political Fiction

Skoro "labour" oznacza poród, a "party" - wiadomo, imprezę, to gdyby książę podczas narodzin potomka urządził bibę, stanąłby na czele Labour Party, nie?

donpepego potencjalny koalicjant

P.S. Właściwie to nie wiem, czy początek reszty mojego życia był wczoraj czy dzisiaj. A może przełożę go na jutro?

23.07.2013 :: 13:50 Komentuj (6)

Muzyka windziarzy

- tak w filmie "American Beauty" domorosły napisowy tłumacz przełożył określenie "elevator music", którego wówczas nie znałem i się trochę zastanawiałem o co chodzi - czyżby ta dość nieliczna grupa zawodowa miała jakiś szczególnie nietypowy gust?..

Potem skądś przyszła wiedza, że "elevator music" to taka niegłośna, szemrząca muzyka tła w miejscach publicznych, co to nawet najbardziej skacowanemu odbiorcy krzywdy przez ucho nie zrobi, a przy okazji zagłuszy niezręczną ciszę lub dźwięki, na które niechaj opadnie woal pominięcia.

I teraz mi się skojarzyła "elevator music", kiedy słucham sobie Ani Dąbrowskiej "Ania Movie". W sam raz na niewyspanie, taka miękka podusia dźwiękowa, windziarska niewątpliwie, ale kuurcze jak tego się fajnie słucha... Subtelna produkcja, ładny głos, brzmienia wycyzelowane rozkosznie, no uczta pościelowa po prostu... Przy okazji - przyczyna niewyspania, czyli wczorajwieczorne granie muzyki niemojej wespół z autorem tej muzyki, uczuliły mnie po raz kolejny na wyszukiwanie w słuchanej muzyce różnych dziwnostek rytmicznych i ogólnie interpretacyjnych "bo kompozytor tak skomponował", na które grając klnę pod nosem i nie tylko pod nosem - no bo kuna jak to, 80% roboty przy opanowywaniu materiału zajmuje jakiś krótki porąbany motyw, który trwa 5 sekund z iluś minut... I czy słuchacz - czy ktokolwiek oprócz autora i wykonawcy - go w ogóle zauważa? Czy zauważyłby jego brak? Bo na pewno każdy zauważyłby błąd czy pogubienie się... I wychodzi mi, że - oczywiście jak można się spodziewać - jest różnie. Są "pułapki", które utwór ubogacają (fajne słowo, takie kościelne, hehe), nadają mu jakiegoś smaczku dodatkowego, a są takie kwiatki do kożucha, co go tylko sztucznie komplikują, bo się autor po głowie podrapał, że coś za prosto jest...

Mam szczęście dzielić życie doczesne z osobą, która słucha muzyki zupełnie inaczej niż ja, z olewką aspektów dla mnie ważnych czy wyraźnych, za to z przenikliwością i uwrażliwieniem w zupełnie innych rejonach, dzięki czemu nieraz zaskakuje mnie jakimś spostrzeżeniem...

A jak wy uważacie? Co się liczy w piosence?

donpepego windziarz

P.S. A teraz Offspring "Days Go By", moim zdaniem najlepsza płyta od czasu "Smash", choć początkowo słabo docierała.

26.07.2013 :: 16:01 Komentuj (3)

Buty

Czechy. Sobota, wczesne popołudnie. Kto był, ten wie, że populacja widoczna na ulicach zmniejsza się wtedy o około 87-96%, sjesta śródziemnomorska to doprawdy godziny szczytu w porównaniu z czeskim miasteczkiem w sobotnie upalne wczesne popołudnie. Drepcę sobie, w pustawym ogródku piwnym pan i pani i nikogo innego po horyzont. Oboje lat pięćdziesiąt, choć być może komuś pochlebiam, a komuś strzelam gafę.

Pan spogląda z wolna to tu, to tam, w jego wzroku widać, że kufel zdecydowanie do połowy pełny, że trwaj chwilo, jesteś piękna, że naprawdę nic dodać nic ująć.

Pani też spogląda to tu, to tam, lecz z kolei sprawia wrażenie osoby, która nawet najpiękniejszej chwili nie pozwoliłaby trwać dłużej, niż to absolutnie konieczne. Ewidentnie szuka czegoś. A kto szuka, ten wiadomo - więc znalazła. Na moich stopach znalazła - obutych w sandały.

Więc zaczyna, do pana: "Zupełnie nie rozumiem, po co się męczysz w tych butach. Sandały byś nosił. Leżą w szafie. Jest lato. Ja to co innego, ja nie mam sandałów, kupić muszę, ale ty masz, leżą w szafie, a ty się męczysz w tych butach całe lato. Sandały powinieneś nosić."... i dalej już nie słuchałem.

Ja też szukałem. O, właściwie nadal pozostajemy w temacie, bo szukałem Butów - kupić chciałem płytę ulubionego czeskiego zespołu sobie dzisiaj, na wycieczce kozłem do południowej granicy. Ale jak to w czeskich miasteczkach bywa... więc wróciłem z trzema kozłami, w tym dwa Velkopopovicke, plus ten na którym przyjechałem.

donpepego sandalista

P.S. Przy dmuchawcach:
- Tato, dlaczego to tak jest?
- Bo jak się nie dmucha, to zarasta...


27.07.2013 :: 22:39 Komentuj (3)




2018: 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2017: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2016: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2015: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2014: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2013: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2012: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2011: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2010: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2009: 12. 11. 10. 09. 08. 07.


powered by Ownlog.com & Fotolog.pl