Na skuterze w gajerze

Zawsze chciałem - dziś mam ;-)

donpepego z ustabilizowanym dla bezpieczeństwa krawatem

P.S. Wypadałoby też na rowerze przed - nomen omen - wypadem rowerowym sprawdzić możliwości. Ale to już na mniej galowo, zresztą kiedy ja na rower, to i tak ciemno już.

04.06.2014 :: 17:33 Komentuj (7)

Jizda weekendowa



Taka oto reklama Kofoli, napoju czeskich i morawskich bogów. Wszelkie skojarzenia z "Defekujemy, miłe panie" zupełnie nieuzasadnione.

A wycieczka piękna. Dzięki gorącu i pagórkowatości kilka z pokonanych w te dwa dni 130 kilometrów rzeczywiście trzeba było sporym trudem i litrami potu pokonywać (podjazd na Novy Jicin - prosto jak strzała pod górę, powietrze stoi w miejscu, przerzutka najniższa w tempie krecikowym, brak zakrętów, dlaczegóż zatem słowo "zakręt" - i to w języku obcym - prawie z ust wtedy nie schodziło?), ale z większością można się było krótko a przyjemnie zaprzyjaźnić, bez walki i pokonywania. Świetne trasy, dobrze oznakowane, malownicze, fajne miejsca na postoje, Kofolą i bezalkoholowym Birellem płynące, szkoda tylko, że tak krótko... Zając Roman też był - na kierownicy, jak zawsze.

donpepego luzak łańcuchowy

P.S. Obrazki z traski:



09.06.2014 :: 16:29 Komentuj (2)

Demon i świnka

A wczoraj rano jak kupowałem mieszankę ziaren "szczęśliwa świnka" (polecam) i srebrną folię spożywczą, do kompletu podeszli mi też "Demon i panna Prym" Paulo Coelho po taniości.

Fajnie - z książek tego autora sprzed nastu lat pamiętam, że "Alchemik" przeczytał się szybko, ale w głowie szybko została po nim zupełna wydmuszka, następnie "Weronika postanawia umrzeć" się spodobała, też wydmuszka, ale mniej pusta, potem "Na brzegu rzeki Piedry..." zmuliło z metra ciętą metafizyką i zniechęciło, za to właśnie "Demon i panna Prym" pokazali ten rodzaj przerysowania, przekontrastowania fabuły, że ponownie dobrze się czytało. Ciekawe, jak będzie teraz.

donpepego postanawia być szczęśliwy

P.S. Załatwiłem dziś 2 z 3 trapiących mnie ostatnio telefonów, do których coś się nie mogłem zabrać - oba spokojnie i pozytywnie, jeden nawet sympatycznie. A ten trzeci to w sumie luz, może też zdążę.

10.06.2014 :: 15:48 Komentuj (4)

Trzy niezwiązane sprawy

Wczoraj po rodzinnym weekendzie wybrałem się na kawalerski rower na godzinę wieczorem, tak normalnie, po mieście/przedmieściach, i tak mi przy tym powrocie do standardowych wieczornych szlaczków słodycz na serce spłynęła na wspomnienie, że tydzień temu, czyli bardzo na świeżo, do zakurzonych już i jakby z poprzednich żyć wspomnień rowerowych eskapad na Południe z Przyjaciółmi doszło nowiutkie - z treściami rozmów odpowiadającymi aktualnym realiom, w okrojonym składzie, ale wciąż ogólnoludzko, zmysłowo, pejzażowo, wyrypowo, słonecznie i luzacko bardzo w stylu i klimacie dawnych wycieczek. Coś jakby odnaleźć nieznaną a świetną piosenkę z sesji do klasycznej, słuchanej tysiąc razy ulubionej płyty. A ten "trójbój serowy" na moim talerzu z widokiem na wieczorny ryneczek przez złoty pryzmat niespiesznie sączonego piwa, mmm!

Znienacka zaatakował mnie Robert Plant, bardzo dobrej jakości dźwięku i obrazu koncert z tego roku na YouTube - o ile rzadko trafia do mnie programowa sielskość niedawnych dokonań z Band of Joy czy duetu z Alison Krauss, o tyle niepokojący sound Sensational Space Shifters - skład z tegorocznych występów i częściowo jak z 2 płyt solowych z 21 wieku - to kontekst dla dojrzałego Robka znakomity. Naprawdę wysmakowane połączenie folku z elektroniką i niebanalnym rockowym zadziorem, który w tym sosie brzmi dla mnie bardziej ekscytująco, niż powroty do przeszłości z Jimmym Page'em, skądinąd udane, ale jednak brzmiące jak mniej czy bardziej sprawny tribute band. Bardzo cenię tego gościa za to, że mając za sobą magiczne historie z Led Zeppelin miał odwagę się od nich dość znacząco odciąć, czy to na nieurodzajnym poletku lat '80 tworząc - jak dla mnie - genialne mimo popu i klawiszy, choć nie tak popularne płyty, czy potem w nowym milenium też kombinować mocno po swojemu. Lata 90 bliższe korzeni, ale również bez pójścia na łatwiznę.

donpepego i jego stare śpiewki

P.S. Ciągle nie może mi wyjść z głowy ubiegłotygodniowa tragedia w Rybniku. Zwłaszcza, że ja też dość roztargniony, że sytuacja rodzinna z grubsza podobna. Ja raczej jak nie jestem pewien (a notorycznie nie jestem pewien), to trzy razy sprawdzam, ale i tak codziennie czegoś zapominam, nie umiem spamiętać tej kopy spraw... no nie potrafię przestać myśleć, jak nagle może się coś takiego zdarzyć, co wywraca wszystko, bez niczyjej złej woli czy bez choć trochę uświadomionego ryzyka. A wystarczyłoby, żeby dzień był chłodniejszy, jak choćby czwartek - i skończyłoby się na anegdocie rodzinnej...

16.06.2014 :: 14:24 Komentuj (2)

Akt erekcyjny

Tytuł brzmi dość cieleśnie, nie? Miałem taki akt erekcyjny dziś w rękach - niezbyt seksem ocieka, właściwie to już towarzyszący mu kamień węgielny bardziej inspirujący niż to papierzysko.

Trochę jak z pojęciem przemiany materii - "materia" wszak na styku fizyki i filozofii, "przemiana" również brzmi szumnie, a w sumie chodzi o kiszki.

donpepego z ciała i ducha

P.S. Kronikarsko - Hanka w ostatnich tygodniach po spontanicznym zamontowaniu bocznych kółek (tzn. montowałem ja) chętnie jeździ rowerem po okolicy. Co do rowerów - po krótkiej remontowej banicji rowerownia w bloku na powrót dostępna, co ułatwiło mi decyzję o pojeżdżeniu wczoraj wieczorem - przy okazji zbadałem (ze skutkiem pozytywnym) drożność drogi, którą dawno temu zakodowałem sobie w głowie jako permanentnie niedrożną i odtąd robiłem pętlę lewą lub prawą wokoło, tymczasem ona działa. Za to nie działa inna, przez osiedla - rozległy remont jak po wojnie. Ostatnio ponad tydzień jakoś jeździłem innymi, wczoraj postanowiłem z pracy wracając pojechać najprościej i się nadziałem na manowce, bynajmniej nie cudne. Bartek od czasu rozharatania łokcia kilka tygodni temu przy jeździe terenowej na górce za gumownią stroni od roweru. A czwarty rower to już w ogóle w odstawce, chyba się ulituję i pokażę mu trochę świata któregoś wieczoru.

18.06.2014 :: 15:00 Komentuj (5)

Odłamkowym

A warto się to gotować, kiedy ślepy (w naszym mniemaniu) prawi o kolorach? Nam od tego prawienia wiedzy nie ubędzie, jemu od naszego gotowania nie przybędzie, a zyskujemy - podkreślam, zyskujemy, ma to wartość poznawczą - na chwilę dostęp do punktu widzenia będącego poza naszymi możliwościami percepcji.

Coś jak ujrzeć en face własną dupę. Po prostu - niektórzy mają takie rzyciowe widoki. Nie do pozazdroszczenia w sumie. I nie do współczucia, żeby było jasne - bo to gorsze niż pogarda. Azaliż i nie do wyobracania mieczem - bo na przyjemność trzeba sobie zasłużyć ;-)

Bardziej zastanawia mnie mechanizm myślowy, działający na zasadzie: im mocniej się inni ze mną nie zgadzają, im mniej moją wybujałą ekstremę podzielają ci, którzy się ze mną częściowo zgadzają - tym bardziej się utwierdzam w swoim światopoglądzie. Prześladują mnie za wołanie "dupa dupa dupa!!!" - to będę bohatersko wołać jeszcze głośniej, a z waszej nienawiści wydziergam sobie kilimek.

donpepego na boku - powiedzmy, lewym

P.S. Wczoraj wieczorem z moją Żoną pierwszy raz od epoki przeddzieciowej wyszliśmy razem z domu spontanicznie, ograniczając do paru sekund rozwlekły zwykle etap uzgadniania najpierw ze sobą, a potem z osobą trzecią - trochę z łapanki. Co prawda wyjście było na jakiś kwadrans tylko, ale ...no, czuło się magię chwili.
P.S.2. Wczoraj również minął rok do przefantastycznego dnia koncertu Paula McCartney'a w Warszawie, same cudne wspomnienia. A także rok, odkąd w naszym domu pojawił się inny śpiewak - Aleks świnek morski. Nadaje jak kanarek, naprawdę nie sposób przejść obojętnie obok tego rozkosznego rozśpiewanego ryjka.

23.06.2014 :: 15:04 Komentuj (12)

Czytając Agathę Christie

Czy to sprawiedliwe, że Anglicy mają po 5 czy nawet 6 stóp, a Polak - nigdy więcej niż dwie?

donpepego poruszający palcem w bucie

P.S. W poniedziałek - smuteczek na widok jednego nieświętującego ojca w przestrzeni wieczornej po dniu, w którym ja świętowałem skromnie, ale w obie strony w pewnym sensie. W środę - na zakończenie roku Hanki aikido ćwiczenia z rodzicami, fajne. Dziś mam nową zabaweczkę elektroniczną, ale taki zasuw pracowy w te dni, że znamy się dopiero z widzenia.

26.06.2014 :: 17:14 Komentuj (6)

Libacja i konkubent

Okazjonalna lektura "Faktu" daje często okazję prześledzenia ściegu grubych nici, którymi szyte są tam artykuły, w sensie zawartych w nich interpretacji - bo nie oszukujmy się: fakty faktami, ale "Fakt" niewiele pozostawia dowolności w ocenach, odwala całą robotę myślicielską za czytelnika.

Najczęściej gruby ścieg służy zaognianiu, usensacyjnianiu - w ten sposób możemy o swoich znajomych, których dziecko podczas sobotniego grilla dostało w głowę huśtawką i musiało mieć zakładane szwy, że są wyrodnymi rodzicami czy wręcz potworami i podczas libacji karygodnie zaniedbują, a konkubent miał we krwi 0,03 promila... no, i tak dalej.

Tymczasem parę dni temu raz było inaczej - bo też i artykuł traktował o dzielnym strażaku. Facet bez dwóch zdań spisał się na medal, ale rozbawiło mnie, jak do tego pozytywnego przekazu dopasowano aurę okoliczności zdarzenia. Wcale nie było mowy o tym, że urżnięty w trupa uczestnik libacji zasnął i zaprószył ogień z papierosa i że co roku ginie w ten sposób x ludzi, tylko opisano sympatycznego, słabego zdrowia, ale o gołębim sercu, starszego człowieka, który gościł tego wieczoru dawno niewidzianego przyjaciela - tym radośniej, że była to sposobność do wspólnych emocji sportowych przy oglądaniu meczu, nic więc dziwnego, że panowie uczcili tę piękną okazję kilkoma puszkami piwa, pożegnali się serdecznie, po czym traf chciał, że gospodarz zasnął, nie dopilnowawszy niedopałka.

Ja wiem, że nic oryginalnego, ale tak mi jakoś podeszło.

donpepego czepianista

P.S. Nadal nie otwarłem puzderka z tym - no okej, zrobię se ten wstyd i wyznam - smartfonem. Bo co, jeśli okaże się bardziej smart ode mnie? A serio to oczywiście nadal nie miałem kiedy.

27.06.2014 :: 17:40 Komentuj (9)




2018: 01. 2017: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2016: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2015: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2014: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2013: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2012: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2011: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2010: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2009: 12. 11. 10. 09. 08. 07.


powered by Ownlog.com & Fotolog.pl