Tryskam

Tryskam dziś wprost energią.
Ściślej - rodzajem energii właściwym do półleżenia, czytania powieści młodzieżowej "Klub Włóczykijów" i oglądania "Sensu Życia wg Monty Pythona" oraz absolutnego milczenia i nieobcowania z nikimkolwiek.

donpepego gejzer niedzielny

P.S. Na stronicach "Klubu Włóczykijów" pada w kontekście któregoś z zastanawiających i fascynujących zdarzeń nazwa niezbyt eksponowanej ulicy w stolicy, gdzie bywam czasem w celach nieraz zastanawiających, acz zgoła niefascynujących.

02.05.2010 :: 10:11 Komentuj (4)

Różowy smuteczek



Koniec czyjegoś dzieciństwa?
Koniec czyjejś wieeelkiej miłości?
Czy może koniec przestrzeni w mieszkaniu?

Zupełnie dobra różowa pantera, napotkałem ją na wieczornym spacerze na pobliskim śmietniku około 21:50 wczoraj.

donpepego z wielkim sercem dla przytulanek

P.S. To co w poprzedniej notce napisałem sarkastycznie - licząc że nie dane mi będzie w niedzielę przejść koło książki, gitary czy jakiejkolwiek swojej sprawy bliżej niż na metr, za to dane mi będzie musieć robić sto innych rzeczy - okazało się nagle rzeczywistością. Dziwnie tak, mieć chyba z dwie godziny w ciągu dnia na czytanie, drzemanie, snucie się.

04.05.2010 :: 16:15 Komentuj (6)

Mocz i kał

Zauważyliście, że w nazwie Smocza Skała jest mocz i kał?

donpepego, w którym nie ma

P.S. Będąc na co dzień zmuszonym do odpuszczania w wielu sprawach czy też walczenia o sprawy nieswoje, z radością wczoraj uparłem się, by po leki do całodobowej apteki wieczorem podreptać ze 3 kilometry na nogach, mimo mocnego deszczu i błota na części drogi, gdzie trwa remont rur. A w aptece, zabawna rzecz, tuż po mnie weszła jedna pani, trochę tak nerwowo palcami bębniła i spojrzeniami rzucała, gdy mi farmaceutka szukała leków, a że chwilę to potrwało, to jeszcze dwóch następnych klientów się zakolejkowało, a ta biedna pani za mną była tam kupić żel do igraszek cielesnych i musiała go nabyć przy trzech obcych facetach, w zupełnej ciszy rozpytać farmaceutkę, który po ile i wybrać. Myślę, że ta miła i trochę chyba nieśmiała pani była dumna ze swej odwagi, kiedy już po tych nerwach wsiadała do zaparkowanego przed apteką samochodu, gdzie za kierownicą czekał na nią prawdopodobny współużytkownik owego zakupu. Mam nadzieję, że sprawił jej w zamian wiele przyjemności.

06.05.2010 :: 16:22 Komentuj (9)

Nie mam czasu podupać się po drapie

W pracy mam teraz tak - uwaga, porównanie/przenośnia - jakbym przygotowywał się jednocześnie do matury, ślubu, rozwodu i desantu na Normandię. Na wszystko jeden termin, nienegocjowalny i zbliżający się zastraszająco prędko. Wszystko to oczywiście rozkłada się na milion małych spraw, o których trzeba pamiętać i znajdować szybko rozwiązanie w sytuacji, gdy okazuje się, że do desantu potrzebne jest zaświadczenie o ślubie, do ślubu świadectwo maturalne, do matury poświadczenie o rozwodzie, a do rozwodu pocztówka z Normandii.
A w międzyczasie 2 dni psu w odbyt, kiedy przygotowania do matury, ślubu, rozwodu i desantu na Normandię trzeba rzucić w diabły i "spokojniutko" zająć się czymś z zupełnie innej beczki.
W domu również zbliża się ofensywa, manewry gęstnieją, a termin ataku oczywiście ten sam, co matury, ślubu, rozwodu i desantu na Normandię.

donpepego skołowany

P.S. "Sens życia wg Monty Pythona" tym razem nie zmogłem więcej niż połowy, natomiast "Żywot Briana" w brawurowym stylu wdarł się do ścisłej czołówki moich ulubionych filmów.


08.05.2010 :: 10:49 Komentuj (3)

Wielka Rowerowa



W tym roku, jak widać, nie taka wielka i nie taka rowerowa. Sercem i myślą jestem na tej etykietce i trochę pod nią, ciałem - no cóż, bywałem i wierzę, że będę bywał.

donpepego etyketa zastępcza

P.S. Nowy Slash całkiem przyjemny przegląd poprockowych wokali i przyzwoita gitarra. Z głupia frant Czerwone Gitary z lat 70 "Spokój serca" - nie taki znów spokój, bardziej rockowo, myszą trąci, ale daje radę, zapuszkowane granie, jakiego na co dzień nie słychać. Melissa auf der Maur, Marina and the Diamonds, Florence and the Machine - bez wiwatów, choć każda swoje poletko uprawia uczciwie.

P.S.2. Zasadziłem dziś kasztana - i to podwójnego. Tym razem bez metafor.

09.05.2010 :: 20:30 Komentuj (6)

Parkmistrz

Kierowca zaparkował tyłem prostopadle do krawężnika, podobnie jak inni, tyle że z wyjątkową dbałością o prostopadłość, jednak plasując się mniej więcej na środku szerokości miejsca na dwa samochody.

Kierowca wyszedł z pojazdu, obszedł go przyglądając się bacznie efektowi parkowania. Zgodnie z moimi przypuszczeniami wsiadł ponownie za kierownicę, uruchomił silnik i poprawił... nie dorównując wszak do lewej ani prawej, tylko podsuwając się o 10 cm w tył, w stronę krawężnika.

Zadowolony z efektu swojego manewru kierowca wziął torebkę, zamknął samochód i odszedł.

donpepego okienny

P.S. Roboty nadal tyle samo, terminy jeszcze bliższe, ale jakby spokojniej, sytuacja oswojona, ileż można rwać włosy z głowy i rozpaczać na zapas? Porozpaczamy, jak się rzeczywiście coś wykopyrtnie.

11.05.2010 :: 11:39 Komentuj (7)

Wielkie dziwki

Nie oburzajcie się, proszę, jeśli kiedyś otrzymacie wiadomość o temacie bądź treści jak powyżej.
Prawdopodobnie ktoś chciał wyrazić swoją wdzięczność, jak ja dzisiaj, a "w" jest na klawiaturze tuż obok "e".
Straszne, co nagromadzenie rzeczy do zrobienia na już potrafi zrobić z człowieka żywiącego upodobanie do cyzelowania każdej wypowiedzi pisemnej.

donpepego średni alfons

P.S. Ostatnio brzmi mi muzyka "z głową": wczoraj Motorhead (jezusicku jaki śmieszny wokal!), dzisiaj bardzo głośno w samochodzie Machine Head Deep Purple - absolutny zachwyt, mimo że znam to od prawie 20 lat.

12.05.2010 :: 15:02 Komentuj (12)

Pamięć nieabsolutna

Coś czuję, że w ten weekend nieraz obudzę się w panice, że zapomniałem o którymś z pierdyliarda absolutnie najważniejszych szczegółów do dopięcia.

Znając mnie - dopiero po chwili sobie uświadomię, że nie zapomniałem, tylko na chwilę zapomniałem, że nie zapomniałem.

donpepego z ciężkim westchnieniem

P.S. Zaraz będę wypluwał krtań przy "Fireball".

14.05.2010 :: 17:12 Komentuj (3)

Przeciera się

Taki deszcz to mi się kojarzy z tym, jak kiedyś byliśmy w Tatrach i przebomblowaliśmy z 5 czy 6 dni w niezbyt górskim schronisku na Hali Kondratowej. Cały czas lało tak, że w ciągu tych dni raz poszliśmy do Zakopca do kina na "Biały szkwał" (z Jeffem Bridgesem, "where we go one - we go all!"), a raz na Giewont w takiej mgle, że nic nie było widać oprócz krzyża z odległości może 2 metrów, a także półpełnej butelki igristoje, którą ktoś pod nim zostawił, a z której pociągnąłem skwapliwie łyk, licząc że to raczej ktoś porządny zostawił komuś takiemu jak ja, i że raczej tam wcześniej nie nasikał, a jeśli nawet - to przy takim wściekłym zimnie i deszczu raczej podziwiam zdolności, niż mam za złe, w każdym razie po smaku nie było poznać, co w przypadku igristoje jeszcze o niczym nie świadczy. A po powrocie do schroniska jeszcze przynajmniej z 2 godziny ręce miałem jakieś niemoje, bo bez rękawiczek.

W te dni nie działo się właściwie nic oprócz grania w karty i grupowego pisania trochę ironicznego wiersza do pewnego poety z Ptasiego Osiedla, który zaczynał się słowami "o ty, który schedę po wieszczach posiadłeś" i który został poecie, rzecz jasna, wysłany.

Leitmotivem tego gnicia w schronisku były słowa "O, przeciera się!" rzucane przy spojrzeniu w stronę okna, po czym wszyscy zebrani spoglądali i... no, po paru razach uznaliśmy to za zabawne, a pod koniec to już za super-śmieszne.

donpepego półpełny we mgle

P.S.1. Z ostatnich przypadków jednoczesności percepcji zmysłów:
- wczoraj w piosence słuchanej podczas jazdy samochodem słowa "Robin Hood" padły w tym samym momencie, kiedy spojrzałem na dużą reklamę filmu o tym tytule przy drodze.
- dziś odebrałem maila od osoby o nazwisku Kupusta w momencie wgryzania się w głowę kapusty. Jem głowy kapuściane w pracy - polecam na odstresowanie.

P.S.2. O, przeciera się.

17.05.2010 :: 12:39 Komentuj (7)

W czasy i w miejsca

Pora ponownie stanąć oko w oko z kurą, a wręcz stawić jej czoła.

Kura kurze nierówna - tym razem trafiło na okaz wyjątkowo wypasiony i niełatwy w patroszeniu. Takiego egzemplarza nie pamiętają najstarsze pepegi.

A bez metafor? Daleko i na dwa tygodnie. Wobec tamtego miejsca nie mam żadnych przemyśleń, oczekiwań, marzeń, skojarzeń. Nawet nie było kiedy. Start od zera równie dobry jak każdy inny.

donpepego na walizkach

P.S. Akurat "Optymistyka" coś wspaniałego. Zmiana frontmana zmobilizowała zespół do zrobienia dobrej muzyki i tekstów. Tytuł grą słów kojarzyć się może z "Atomistyką" Kuby Sienkiewicza, ale tylko grą słów. Choć i tamten album wyborny, wyborny.

21.05.2010 :: 09:34 Komentuj (4)

Dziupla pełna miodu

Widząc na półce wino z ceną 1 euro poczułem się w powinności je przetestować. Od pierwszego eurocenta czuć jazdę, koło dwudziestego wrażenie się pogłębia, by przy pięćdziesiątym skłonić do odstąpienia od dalszej konsumpcji euro-wina. Podejrzewam, że po dojściu do 95 eurocentów następuje nieuchronnie wydanie reszty. Za to wino za dwa eura jest klasa.

Poza tym dobrze: przy pewnej mobilizacji jest czas popływać na basenie, poczytać wieczorem na plaży "Niewiedzę" Kundery (prawie kończę, bo nieprzegadana to lektura, a treściwa bardzo, polecam ser decznie). Czas z dziećmi dostarcza wiele radości: Hańcia kołysząca kuperkiem do cichego wtóru Motörhead; jak tylko słyszy muzykę, rusza w tan, od przedwczoraj umie powiedzieć mama, hałabała i ave oraz przejść dużo kroków. A Bartek wkręca w fajne zabawy i zaskakuje wypowiedziami jak "tato, cały świat jest dziurą", "tato popatrz na te dwa motory, to tata motor i synek motor", "postuluję wysmarkać nos" czy wreszcie "tato, a dlaczego nie ożeniłeś się z inną dziewczyną?".

Hmm...

Są, rzecz jasna, schizy i histerie oraz padactwo naryjne (określenie z ś.p. bloga losthighway), jak to z dziećmi, ale cóż, gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą.

Podróż nocna do Włoch okazała się nie taka straszna, a dzień przed tą nocą, choć najprzesrańszy od wieków, na szczęście się skończył i odtąd mogło być tylko lepiej.

A teraz słońce, plaża, wieczorami wietrzyk i woda i dobra książka, czegóż chcieć więcej?

Z obserwacji: w sklepach piwa z podobiznami Mussoliniego, Hitlera, Che i Tito, marki wg nazwisk. A na plaży logo mojego pracodawcy w szerokim ujęciu, nawet ładnie pasuje.

donpepego italo disco

P.S. "Dziupla pełna miodu" - zagaił mój syn przysiadłszy się na plażowej kręciole do małej Niemeczki.

26.05.2010 :: 20:18 Komentuj (6)




2018: 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2017: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2016: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2015: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2014: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2013: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2012: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2011: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2010: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2009: 12. 11. 10. 09. 08. 07.


powered by Ownlog.com & Fotolog.pl