Muzyka i trup w ścianie

Ramonesi są w pytę, spodziewałem się większej nonszalancji, punkowej dezynwoltury, a tu muza łubudu, darcie japy i szarpańsko strun z hydraulicznym zacięciem i zgrabne popowe melodie. Plusik.

Morrisey trochę drażni wokalnie, ale ma fajne spostrzeżenia w tekstach, muszę się wsłuchać - nie klepiąc w klawisze i nie kwitnąc przy słuchawce ze stoma tematami we łbie i paroma na nieustającym języku.

The Clash też w pewnym sensie drażni, bo (tu zupełnie abstrahując od tekstów) bardzo mi zapachniał rajem utraconym, w dużej części wyimaginowanym - klimatem juwenaliów, studenckiej beztroski, psimi figlami, snuciem się watahami wilczków i urządzaniem świata przy łyku jabola.

The Stranglers z miękkim "Feline" i buńczucznym "Rattus Norvegicus" dają radę, czuję że jeszcze będą mieli u mnie swoje 5 minut.

Roxy Music musi poczekać na okoliczności, kiedy muza nie musi niczego przekrzykiwać, ani w powietrzu, ani w głowie. Wokal podobnie nie w moim typie jak Morrisey, ale czuję, że może zażreć znienacka.

To tak w ramach poznawania kapel zasłużonych, cenionych, których nie znam i których nie słucha nikt z moich znajomych, żebym miał cień zaczepienia.

Z rzeczy znanych: Marek Piekarczyk z coverami fajnie łoi w samochodzie, szczerze - zawsze lubiłem jego głos, ale członki cierpły słysząc repertuar TSA, te wszystkie "Kocice" i "Francuskie ciasteczka"; wzięcie na warsztat m.in. najczadowniejszego kawałka Skaldów czy mocarnych "Automatów" zapomnianego Klanu zgodnie z oczekiwaniami okazało się trafione.

Testu nie przeszedł Lynyrd Skynyrd, zbyt okrągłymi muzycznymi frazesami wali. Trzy gitary, a żadna nie ma nic do powiedzenia.

Jak poznać po słowotoku - mam roboty po uszy i zero czasu na cyzelowanie myśli.

donpepego kupa mięci

P.S. Dopełniając tematów muzycznych i paramuzycznych - śniło mi się, że ojciec Miśka jest czarno-białym Sewerynem Krajewskim z roku na oko 1972. Śniło mi się też, że ciekawy architektonicznie łuk drzwiowy imprezowni zlokalizowanej przemyślnie u mnie w pracy okazał się zawierać zmumifikowane zwłoki. Zrazu w przytulnym półmroku uwagę zwracał tylko wykrzywiony kciuk w górnej części, potem cała ręka, a przy bliższym oglądzie okazało się, że jest cały denat.

03.03.2010 :: 15:36 Komentuj (1)

Nie spoczniemy

Co można pomyśleć o człowieku, który podpisując się umieszcza przed nazwiskiem tytuł
"bryg. w st. spocz. mgr inż."?

Trochę nęci ten stan spoczynku, ale jednak nie do końca.

donpepego w stanie... jeszcze w stanie

P.S. Kuleje mi czytelnictwo ostatnio. Jakoś nie wsysa, nie wciąga całej głowy z korpusem, rączynami i nóżętami. Podczytuję "Teraz/Tylko Rocki" archiwalne, pod wpływem impulsu odświeżyłem sobie krótkie opowiadanie Vonneguta ("Harrison Bergeron" o świecie, gdzie sztucznie wyrównuje się sprawność fizyczną i intelektualną ludzi przez obciążanie dobranymi odpowiednio ciężarkami i rozbijanie potencjalnie niebezpiecznych myśli przeraźliwymi dźwiękami w odstępach 20 sekund), ale "Proces" Kafki jakoś zupełnie nie wchodzi. Może to przez niepicie wina? Może telewizję zacznę oglądać, o zgrozo, jak tak dalej pójdzie?..

04.03.2010 :: 16:42 Komentuj (5)

Tolerancja

"Tato, a wiesz z kim będę dzisiaj spał? Ze śmieciarzem!"

Tak dziecko uczy tolerancji. Póki co w wersji zabawkowej - śmieciarz jest z klocków, za przeproszeniem, Duplo.

donpepego z innych klocków

P.S. Uświadomiłem sobie, że gdyby mnie przeniosło w czasie w przeszłość dajmy na to o 3 czy 5 lat, to nie znam numerów z totka żadnych z tego czasu, żeby se wygrać. Będę sobie pluł w brodę, jak przyjdzie co do czego. Chyba że wpadnę na inny sposób skorzystania z wiedzy, która stanowi moją przewagą nad tamtym czasem.

08.03.2010 :: 13:49 Komentuj (1)

Duet

... z córką w sobotnie wczesne popołudnie - TUTAJ

donpepego z językiem połamanym przez wizje george'a harrisona

P.S. A w bonusiku TO i TAMTO.

09.03.2010 :: 13:13 Komentuj (5)

Ptasznik

Całe stada srok do połapania za ogony - wolałby człowiek zamiast tego jedno dorodne ptaszysko. I żeby to nie był paw, że tak metaforę wykręcę ogonem.

donpepego zalatany po koniuszki skrzydeł

P.S. The Stranglesr - przyjęli się. Ramonesi też, choć w sumie jak na kultową kapelę to trochę mało się różnią od np. Offspring. KSU - jakoś nie bardzo, pomimo Bieszczadów, za które dałbym się posiekać.

11.03.2010 :: 16:41 Komentuj (3)

Bieszczady, za które dałbym się posiekać



I tak bardzo, bardzo dokładnie pamiętam, jak tam byłem, raz w życiu.
Z czasem coraz dokładniej.

Zdjęcie wyguglane z http://www.zamiasto.com.pl/, autor: Ami.

donpepego rozsypaniec drapiący się w wołosatą rzepedź, bo mu ustrzyka

P.S. Loty nadal - nie przesadnie wysokie, ale namachać się trza.

12.03.2010 :: 13:08 Komentuj (5)

Akumulator 1



Polecam serdecznie. Dzięki Tomkowi.

donpepego zwolennik klawisza off

P.S. "Dzwonek dwutonowy BIM-BAM" wczoraj kupiłem, jeśli wierzyć napisowi na pudełku. Jak na dwa tysiące kilogramów, montaż okazał się zaskakująco prosty i mało męczący. Od tej pory składając nam wizytę można zrobić mi przyjemność zaczynając od BIM-BAM.

14.03.2010 :: 10:29 Komentuj (5)

Wykończenia wnętrz

Czy Wasze wnętrza też są wykończone?

donpepego popylający

P.S. A propos salonów wykończenia wnętrz, to niedaleko mnie jest duuuży budynek z duuużym szyldem SALON SPAWALNICZY. Aż by się prosiło o rysunek zabawnie zderzający motyw dżentelmena (salon) rzygającego na potęgę (bo spawalniczy). Swoją drogą - głupio tak narzygać na potęgę, strach myśleć, co potęga może w rewanżu.

16.03.2010 :: 17:21 Komentuj (7)

Biuro i świat



donpepego dzielnie niedający się porwać

P.S. Wciągnęli mnie mocno Stranglersi. Zarówno płyty para-punkowe z echami doorsów z lat 70, jak i późniejsze bezczelnie ejtisowe (czyli a la lata 80).

17.03.2010 :: 12:48 Komentuj (8)

Owady i pajęczaki



Mucha.



Pająk.

Mam dziś drugi piątek w tym tygodniu i zarazem drugi poniedziałek. Oprócz oczywistej "bieżączki" w pracy dwa duże dylematy natury handlowo-psychologicznej - nieuchronny efekt tego, że zapytać trzeba wielu oferentów, a potem wybrać jednego, a innym podziękować. Kiedy chodzi tylko o kasę, to pół biedy i jasne tłumaczenie. A kiedy nie - to już gorzej. Zwłaszcza, jak ryzyko zrypania się ważnych spraw na skutek złego wyboru duże; z jednym ma się doświadczenie i wiadomo, że nie nawali, ale drugi też sporo potrafi i czasem dobrze odświeżyć podejście... Ech!

Na szczęście uniknąłem natomiast katastrofy, która stałaby się rano, gdybym w ostatniej chwili nie przełożył odtwarzacza mp3 z grubej kurtki do polaru, który dziś przywdziałem. Niby nie ma jak i kiedy słuchać, ale bez grajeczka jakoś łyso.

donpepego z grajeczkiem

P.S. Chyba sobie coś poczytam Dürrenmatta - toż to dylemat już w samym nazwisku. Lubię dylematy do czytania - znacznie bardziej, niż te do rozwiązywania.

19.03.2010 :: 10:48 Komentuj (4)

Prosto o komplikacji

"Świat jest tak skomplikowany, jak go sobie sami skomplikujemy" - pada zdanie w "Akumulatorze 1".

Proste, nie?

donpepego umiarkowany samokomplikator

P.S. Poranne seanse filmowe - niezła alternatywa względem udawania, że się śpi, kiedy o 6 rano córka domaga się atencji, do wyjścia do pracy jeszcze 2 godziny, a reszta domowników nadal w objęciach Morfeusza. Ona ze zmienioną pieluchą eksploruje sobie ochoczo przestrzenie w zasięgu mojego wzroku, czasem jakieś przytulanki, rzucenie piłeczki, wymiana poglądów, a jednocześnie bez szkody dla niczyich odmiennych gustów mogę obejrzeć fajny film.

22.03.2010 :: 12:15 Komentuj (4)

Nowa rakieta



Trzeba się przyłożyć, żeby takiego dogonić. To już nie to, co poprzedni tymczasowy rowerek.

Zakup był w zasadzie spontaniczny, odbieram panicza z przedszkola, od słowa do słowa wychodzi, że rower robi się niezbędny, ja na to że to trzeba na spokojnie, nie teraz zaraz, tylko noooo... tylko co właściwie?

Trochę na zasadzie niepowielania tego, co we wzorcu ojca mnie zawsze drażniło, postanowiłem nie odwlekać do świętego nigdy. Hm pomyślmy - sklepy blisko słabo rokują, ale obejdźmy na wszelki wypadek, a na końcu dzielni jest jeden lepszy, on na to, że ma na tyle siły, żeby iść na drugi koniec dzielni zobaczyć rowery; w domu nikt jeść nie woła, to idziemy. Zgodnie z oczekiwaniami dwa sklepy kiszka, ale dzielnie przemierzamy dzielnię, docieramy, oglądamy, rekin-tej naam się zgodnmie bardzo podoba, tylko okazuje się, że kartą nienienie, ale pan sklepowy jak z Tik-Taka może nas podrzucić do bankomatu i z powrotem, więc koniec końców rekin-tej jest nasz.

Tak mi się przypomniał proces kupowania mojego pierwszego roweru świadomego - rozpoczęty w maju skompletowaniem kasy, zakończony jakoś w lipcu, a to tylko dzięki temu, że tata po rozpuszczeniu wici któregoś dnia wreszcie dostał cynk, że rowery rzucili na Warszawskiej. Dziwne czasy: komórek nie było, a jak tylko co, to jakoś się wiedziało, że trzeba patataj, odstać aż rozładują dostawę, przeczekać ileś osób w kolejce i wieczorem wrócić z łupem. I dać sobie czas na przygotowanie do jazdy, najpierw strategiczne, potem koncepcyjne, potem mechaniczne... A tu mały pepeżek czeka wieeeeki. No i ten etap sobie z Bartkiem jakby ominęliśmy.

Mam nadzieję, że mały cyklista mimo braku tego typu kolorytu epoki oraz kolorytu ojcowskiego też będzie dobrze wspominał wczorajszą wyprawę po rower.

donpepego w pogoni

P.S. Zastępczo tutaj zamiast na bambulek.blog.pl, bo na blog.pl oczywiście nie można dodawać zdjęć ot tak se. Dziady.

26.03.2010 :: 12:48 Komentuj (2)

Człowieku, co mnie tu trzyma?

Strzeliłby człowiek w łeb sobie... Ale co, jeśli potem to samo, tylko bardziej?

Myślę, że niejednego to właśnie wstrzymuje. Bardzo niejednego.

donpepego eschatoasekurant

P.S.

27.03.2010 :: 11:00 Komentuj (7)

Ornitofilia (z rozsądku)

Najwznioślejszą wersją ornitofilii byłoby chyba wyjebywanie orłów.
Wszak orzeł to górskie ostępy, łopot flag i prasłowiańska spuścizna.
U mnie niestety będzie skromniej - chodzenie spać z kurami.
I to raczej mus, niż rzeczywista namiętność.

donpepego trzeci od lewej na drugiej grzędzie

P.S. Mam wrażenie, że w świecie harmonia występuje na poziomie zupełnie mikro i zupełnie makro, natomiast prawie wszystko pośrodku (szeroko pojęte mezo) to syf i malaria.

29.03.2010 :: 10:37 Komentuj (4)

Piękny dzień

Spędzony w większości w podróży, cel pracowy, ale bezstresowy, przeczytane całe kupione spontanicznie na dworcu "Spotkania" Kundery, przesłuchany spory kęs Hrabala czytanego, obejrzane kilka ładnych widoków budynków, przyrody i buź.

Jakże rozkosznie jest mieć w ciągu dnia parę godzin, kiedy nie trzeba z nikim gadać. Ani nikogo słuchać. Aż wręcz potem by się pogadało o tych książkach, przyrodzie, buziach i w ogóle. No, może prawie. Albo we śnie - byle nie przez sen.

Smak tego dnia godny tej daty - to dopisek dla siebie.

donpepego jeszcze lekko oniemiały

P.S. No, ładuję muzyczkę do playera i wio!



30.03.2010 :: 21:34 Komentuj (3)




2018: 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2017: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2016: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2015: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2014: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2013: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2012: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2011: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2010: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2009: 12. 11. 10. 09. 08. 07.


powered by Ownlog.com & Fotolog.pl