Akcesoria i dzwięk

Dom lub pałac z akcesoriami i dzwiękiem - zachęcał mnie dziś billboard na zakręcie nagle wziętym z myślę o nabyciu prezentu pomimo palącego niedoczasu. Kupiłem oczywiście coś innego. A może szkoda?..

Za mną 3 dni pracy w pracy, przede mną 2 dni pracy niby w Krakowie, ale tak naprawdę to nigdzie, jak to zwykle bywa z wyjazdowymi nasiadówami, nawet jeśli na bilecie widnieje Paryż. Za to samochód w obliczu 4 dni niejeżdżenia do pracy zagościł w myjni - na co dzień nie warto, bo dojazd do firmy tak syfiaty, że niweczy w try miga efekty każdego mycia.

donpepego z akcesoriami i dzwiękiem

P.S. A propos dzwięku (przepraszam, nie wchodzi mi tu dz udzwięcznione kreską), to jutro se do snu puszczę coś z playerka i to mnie trzyma w skosie (bo pion czy poziom to zadużo powiedziane).

03.12.2009 :: 00:42 Komentuj (1)

Mi nic

Dużo się nazbierało. Myśli ciachniętych, braków siebie z nadmiarów wszystkiego innego, kontekstów wyrwanych. A jutro Warszawa znowu powerpoint i kawa i powerpoint i kawa i powerpoint i kawa. Ale też i pociąg, przynajmniej w powrotną stronę bez obowiązków.

donpepego w świetnej formie przetrwalnikowej

P.S. Grajeczek naładowany muzyką, której będę słuchać przez półsen - ulubione zajęcie.

08.12.2009 :: 22:49 Komentuj (2)

Death Rider

Od 5:30 rano do 22:30 wieczorem wyjęte, w tym 9 godzin pracy (z przerwą na alarm, fałszywy) i 8 godzin w drodze.


Ale dla takiego trofeum chyba warto, nie? Nakręcany, pedałuje i jedzie. Kolana z opcją zginania w przód lub tył.

donpepego bez opcji

P.S. Sen miałem przed podróżą bardzo mocny, o śmiertelnej chorobie. A dobę wcześniej o nieśmiertelnej niechorobie.


10.12.2009 :: 12:32 Komentuj (3)

Wychuchujemy

Jeśli trzecia osoba liczby pojedynczej w czasie terazniejszym od "wydmuchiwać" jest "wydmuchuje", to czy od "wychuchiwać" (np. wychuchiwać z siebie czosnek lub alkohol) będzie "wychuchuje"? I pomyśleć, że tacy Angole w ogóle nie gmerają wewnątrz słów, no prawie. Biedacy!

donpepego aktualnie niewychuchujące

P.S. Nowy Steve Hackett sporej urody, może nie olśniewającej, ale i tak.

13.12.2009 :: 11:25 Komentuj (1)

Ćwiczenie na rozciąganie

Kiedy ostatni raz budząc się powitałem nowy dzień z radością? - próbuję sięgnąć pamięcią, sięgam jak po klucz upuszczony w kratkę ściekową, czubkami wyciągniętych jak struna palców gmeram w kisielu chwil minionych - i chyba klucza tam nie ma.

donpepego niedosiężne (niedołężne w niebosiężności?)

P.S. Ups, muszę sobie zepsuć cały efekt, bo chyba jakś w tym roku miałem raz taki sen, taką kumulację, że miło było spod tej mega-rynny wrócić w stary dobry deszcz.

14.12.2009 :: 13:22 Komentuj (3)

Czołówka

Taki to etap, kiedy przy słowach "piękne, mądre, urocze, utelentowane" najpierw przychodzą mi na myśl moje dzieci. A dopiero potem ja sam.

Może przejdzie za jakiś czas.

Bezdzietni mają niełatwo, tak cały czas być numerem jeden.

donpepego numero tres

P.S. Gdyby mi się cyferki tak zgadzały, jak ludzie, których przekonuję do czegoś, byłbym wielce rad.

17.12.2009 :: 10:23 Komentuj (8)

Duchy starej cegielni



Trochę jestem, trochę mnie nie ma, a trochę jestem kimś innym.
Chyba jak każdy, nie?

Pinkfloydowo dla ubogich (gdzieś między Shine On w przecenie a Ummagummą balonową).

donpepego cienias dubeltowy

P.S. Z pozdrowieniami dla Tomka, którego wcale nie uważam za cieniasa, wręcz przeciwnie. Hm, przeciwnie, czyli co?

23.12.2009 :: 11:04 Komentuj (5)

Świecie nasz

Onegdaj żonie mej, Agnieszce, wyznałem niechęć do plotkarskiego ujęcia sylwet artystycznych i wodewilowych, uskutecznianego przez jeden z darzonych przez nią atencją kanałów - nomen omen "kanałów" hihi - telewizji.

Dziś ległem pokonany własną bronią, czytając dołączony do fenomanalnej płyty "Unikaty" Marka Grechuty tom biograficzny, pisany językiem tak analityczno-podręcznikowym, że aż dłoń moja, odwiecznego negatora telewizyjnej mizerii, omal nie spoczęła na pilocie TV, ku odreagowaniu.

Płyta - ze szczupłego grona rozwalających, kładących na łopatki, coś jakby Witkacy spotkał King Crimson i wybornie się z nimi dogadał; gdy książka - cegła, ceglaście ciężka w treści, ceglaście prostopadłościenna, polszczyzną odtąd-dotąd pisana, przywołująca wszelkie pojęcia teorii muzyki i poetyki, przy tym gwałcąca ducha i szaleństwo leżące u podstaw tego, co opisuje. A może tak to ma być?

donpepego umiarkowanie szalony maszynista

P.S. Wczorajszego wieczora spotkanie po części klasowe, bardzo sympatyczne, z którym świetnie współbrzmi jaskrawej spostrzeżenie o tym, że jak się spotkać, to głównie ponadsłowna radość, że jesteśmy tu i teraz, a rozmowy to tylko tak sobie.
P.S.2. Przy okazji samoobserwacja: rzadko spotykanym - a jakoś bliskim - osobom mówiąc o sobie terazniejszym wspominam o następujących rzeczach: że czytanie to fajny dodatek do sączenia, że mam fajną żonę i że w ubikacji mam na ścianie mapę mojego miasta z czasów wojny. To i Wam to wyznam, co mi tam.

24.12.2009 :: 10:00 Komentuj (3)

Hej, chłopacy - wilkołacy!

5,99 za płytę z filmem z udziałem ulubionej Julie Delpy grzech byłoby nie dać, kiedy podczas gorączkowych zakupów w sklepie ogólnosprzedajnym nagle wpada w oko. Pieniądz nieduży, no i teraz oprócz "Dwóch dni w Paryżu" i "Przed zachodem Słońca" mam też trzeci film z Julie, którego akcja rozgrywa się we francowatej stolicy - tadaaaam: "AMERYKAŃSKI WILKOŁAK W PARYŻU".

Coś pięknego! Kto zna "Martwicę mózgu", nie będzie zawiedziony. Konwencja filmu jest dokładne taka, jak zwiastuje tytuł i okładka z czymś jakby wypchany trochę za mocno wilczur podmalowany na kolor leśny. Duży plusik za dialogi i ogólnie klimat w sam raz na to, żeby się szybko oderwać od rzeczywistości - a czasem o to właśnie chodzi.

A dziś byczę się w pracy na zasłużonym międzyurlopiu, mrrrauuu!

donpepego z serum śmierdziorum

P.S. A z drugiej strony - zasłuchuję się coraz mocniej w Grechutę, nieco innego niż na składankach debeściarskich.

28.12.2009 :: 14:27 Komentuj (3)

Pług czasu

Tequili picie i tańce były mym udziałem równo 9 lat temu co do sekundy w miłej i licznej gromadzie przybyłej do czeskiego miasteczka. Wyglądając wtedy od czasu do czasu za zaparowane okna gospody na puste, zaśnieżone ulice i widząc ciężarówki - pługi śnieżne dostawałem głupawki, gdyż wcześniej tego samego dnia rozbiłem mój pierwszy samochód, trafiając centralnie znaczkiem opla w łopatę takiego pługu. Skończyło się na guzach, stówce mandatu (z litości) i zwyżce OC, no i zamiast 5 samochodów po 4 osoby na miejsce dojechały 4 samochody po 5 osób i było fajnie, fajniej chyba nawet niż dzień pózniej na właściwej zabawie sylwestrowej z prawdziwym striptizem.

Ach, jakże wtedy mało było we mnie postawy "raz się żyje!", jakże mało fantazji ułańskiej, jak bardzo nie wiedziałem i nie czułem tego, co wiem i czuję teraz!.. Jak drobne sprawy wydawały mi się wtedy problemami, jak małe muchy w nosie nie pozwalały oddychać pełną piersią, jak niskie płotki wydawały mi się wonczas murami nie do przebycia! I jak pięknie dnia następnego słońce oświetlało podwórko-studnię, na którą był widok z naszego okna!

A teraz - u schyłku dnia, którego najmilszą chwilą była krótka telefoniczna rozmowa o niczym z wujkiem, oględnie mówiąc, nie uchodzącym za człowieka-duszę - zjadam bratheringa (pardąsik - śledzia opiekanego), zaraz wzuwam buty, biorę grajeczka (wolę to określenie niż mp3-player) i kołuję ku Drodze za widnokres, a może ku Malinowemu chruśniakowi, wypatrując Krajobrazu pełnego nadziei. Nadzieja to dziwna rzecz - liczenie na coś, na co liczyć nie ma za bardzo podstaw. Albo wręcz są podstawy na nie-e.

donpepego nad pustym słojem czasu

P.S. Klamrą kompozycyjną zamykającą temat tequili sprzed 9 lat niech będzie otrzymany od teścia z wojaży meksykańskich mezcal, spoczywający w szafce. U mnie z zasady alkohol raczej krótko spoczywa, ale ten ma szanse - ze względu na robala, który w nim pływa. Mezcal robiony jest z agawy, a od tequili różni się właśnie zalanym robalem, moi drodzy.

Dopisek po spacerze
Krajobraz pełen nadziei zdecydowanie nie dla mnie. Z całym szacunkiem, krajobraz trochę opatrzony, nadzieja zbyt pokorna, melodie i myśli zbyt prostolinijne, no i te syntezatorowe plastikowe ornamenty psują efekt, choć wokal w formie wybornej.
Natomiast Szalona lokomotywa po stokroć na tak. Zaiste szalona, porywająca i miętosząca słowem i dzwiękiem, rozmachem aranżacyjnym, strzelistą melodyką i pokrętnym rytmem, no i tym błyskiem szaleństwa nade wszystko.

30.12.2009 :: 20:56 Komentuj (5)




2018: 01. 2017: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2016: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2015: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2014: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2013: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2012: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2011: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2010: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2009: 12. 11. 10. 09. 08. 07.


powered by Ownlog.com & Fotolog.pl