Para i elektryczność

W międzyczasie był przedwczoraj Kraków (wersja fortepianowa "Firth of Fifth" Genesis usłyszana przy Sukiennicach - mmm!), innego dnia było pogranie dla ludzi na obcym terenie, z elementami walki o ogień (inspirujące) oraz słuchania jak grają inni (Phoney Romeos - fantastyczne! co za energia! szkoda że to tylko jednorazowe zejście po latach), skuter nie odpala, były różne rąk opady, coś tam biegałem, coś piłem, byli "Guzikowcy" Zelenki na ekranie (cymes naprawdę) oraz "Wychowanie panien w Czechach" (ma swój klimat, też polecam ten film czechofilom i innym zboczuchom, podejrzewam że książka dobra).

5 listopada - fasola jest niezbyt gotowa bo tylko trochę wykiełkowała i to bardzo źle bo na jutro ma być duża.
6 listopada, dzień OSTATNI - okazało się, że jedna fasola zgniła no, ale dwie z trzech są dobre.
- tymi słowy kończy mój syn swój fasolowy dziennik.
I jak tu się nie cieszyć? Właściwie co rano, między domem a pracą, jest mi w drodze tak dobrze, że mógłbym już podziękować.

donpepego guzikowiec - teoretyk

P.S. A z innej beczki: taka strona, a na niej m.in. u góry w nowościach mój krótko-album:



06.11.2015 :: 10:22 Komentuj (4)

Dzień umiarkowanie wolny









donpepego umiarkowanie prędki

P.S. A tak wygląda jedno biuro, przez oszkloną aż do poziomu gruntu ścianę w miejscu zupełnie publicznym. Fajne miejsce pracy i jego wyposażenie?



13.11.2015 :: 16:09 Komentuj (3)

Satis verborum

Wydaje się czasem człowiekowi, że już nie będzie nigdy inaczej, a nagle jest. Wczoraj najpierw koncert Armii, zupełnie nowe emocje dla mnie starego konia; potem masakra w Paryżu, o której info opóźnione o posiedzenie w herbaciarni nad rozjaśniającą mate, rano niespodziewana rozmowa w "Biedronce" z obcą osobą o życiu, o uczciwości, o wyborach (nie w sensie polityki), rodzinie, pracy, obozie koncentracyjnym i powrocie do Polski, taka pełna wigoru, uroku i wyrazista staruszka. Po mamie odziedziczyłem facjatę przyciągającą zagadywaczy.

Teraz wieczorem świeca w skuterze zaiskrzyła, jak ją trochę rozruszałem. W ogóle jakoś mi zaiskrzyło.

A 2 tygodnie temu wrócił do mnie "Mały Książę", od lat nieobecny w sercu, tylko kurzący się w językach świata na półce. Wrócił do mnie w spektaklu w chorzowskim Planetarium, jakoś tak, jakby... nigdy nie odszedł. Dziś po nocnym medialnym niedospaniu, przed wieczorem jak w studnię wpadłem w kwadransową drzemkę, w której było tak jak sobie wyobrażam życie po życiu - pełna świadomość istnienia, a jednocześnie niebycia nikim, żadnym oddzielnym organizmem. Poza czasem. Do czasu.

donpepego mate ma tyk

P.S. Armia to zawsze była taka muzyka, której nieee, to nie dla mnie. Ale wpadłem w "Toń".

14.11.2015 :: 21:03 Komentuj (2)

XYZ

Iks razy dziennie zazdroszczę Wam, którzy ustrzegliście - po dziś dzień, po kres, po grób (lub po grób za życia) - swoich granic.

I igrek razy dziennie Wam współczuję - ja, który zanurkowałem w nieustrzeżenie i dotąd się nie wynurzyłem.

Siekiera "Ballady na koniec świata" - zabawne, że netowy sprzedawca, któremu chwała za posiadanie ich w asortymencie, obsypał mnie w przesyłce naklejkami i pocztówkami ostro punkowych kapel. Bo Siekiera na samym początku taka była. Rok później była zupełnie inna, jedyna w swoim rodzaju. A ta trzecia, której słucham - jeszcze zupełniej inna. Taki pogodny stryczek. Credo kogoś, kto na milimetr światu nie ustąpi.

I zupełnie szczerze nie wiem, czy bardziej Wam zazdroszczę, czy współczuję. Iksy i igreki.

W tym tygodniu trzy razy przebiegłem sobie przebiegle, każdorazowo po 6-7 km, a ulgę mym stopom przyniósł kres tzw. butów do biegania, niby wygodnych, stopę pieszczących, ale po bieganiu zawsze jakieś zadrażnienie, bąbel, otarcie. Szlag je trafił, a ja od jakiegoś czasu biegam w sfatygowanych laczkach i nic mi nie jest.

donpepego sfatygowany laczek

P.S. "Nie wszyscy jednak widzieli w lustrze to samo" - mówi do mnie lektor jednego z filmów na mój ulubiony temat Muru Berlińskiego.

21.11.2015 :: 23:17 Komentuj (6)

16:45

"It is quarter to five" - zaśpiewał pan Łotysz z zespołu Brainstorm, patrzę na zegar i jakże by inaczej - 16:45. Hm.

A wczoraj przyjemnie zaskoczył mnie widok kuchni. Bo ja ją zwykle doprowadzam do porządku tuż przed wyjściem z domu, a po przyjściu zastaję wiele oznak życia, spożycia i wszechstronnych zainteresowań mojej rodziny, a akurat wczoraj inny był trochę plan dnia i zamyślony wchodzę, a tam taki fajny porządek, com go rano uczynił!

Jakże inaczej od mojego musi wyglądać życie kogoś, kto jak coś zostawi, tak to potem zastanie.

donpepego quarter past five (bo telefon dłuższy miałem)

P.S. Czytam ostatnio "Pożegnalny walc" Milana Kundery, jeszcze z czeskich czasów. Książka odważna w stawianiu poważnych pytań - ale nie takich pomnikowych, tylko bliskich "zwykłego" życia.



27.11.2015 :: 17:15 Komentuj (8)




2018: 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2017: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2016: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2015: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2014: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2013: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2012: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2011: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2010: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2009: 12. 11. 10. 09. 08. 07.


powered by Ownlog.com & Fotolog.pl