Oblech tygodnia

- Mogę ci teraz stopą policzyć drobne w kieszeni.
- W tych spodniach nie mam drobnych. Same grube.

donpepego w jeszcze innych

P.S. Dzień przeczołgał człowieka. Człowiek jest nie tu i nie teraz. Gdyby nie to, że wszyscy mają potrzebę snu, która stwarza pewien margines, człowiek dawno strzeliłby sobie w łeb.
P.P.S. Chyba mi tu trąba powietrzna najpierw porwała domek w Kansas wraz z Dorotką i Toto/Totem, potem oddała, a potem się okazało, że bez Toto/Tota. Wypada zauważyć, że ownlog.com jest zupełnie bez reklam, to pewnie mu ciężej o dobre wsparcie techniczne, ale w sumie cieszę się, że przy moich słowach nie ma słów sprzedajnych, nawet jak mi zajuma raz na 5 lat jakąś notkę.


01.11.2014 :: 22:46 Komentuj (2)

Klatkootwarcie

Dzień, w którym można byłoby się zdołować, a jakże, jeszcze rok temu. Dzisiaj - choć obiektywnie nie lepiej - uskrzydlony przez nieplanowane dwie godziny na własne cudne zmarnowanie, pofrunąłem. Można cokolwiek, a nikt nie pyta czemu, można w głos, można wspak, można bez krępacji zapytać retorycznie i nie ma kontry, że powinienem był wiedzieć wszak, można skręcić w lewo lub prawo i nie ma pytań czemu tak akurat, skoro przecież my tamtędy.

Można zahaczyć i wyhaczyć w końcu Twardocha "Morfinę" i po naklejonej zbyt mocno przecenie Kuczyńskiego książkę Macieja też, który pewnie nie będzie świetny, bo świetny był w wersji młodzieżowej, a tu podróżniczo-ezoteryczno-schizolski, ale na razie tego nie wiem, prawda, Słońce świeci, wiaterek smaga zalotnie, jest cudnie i tak mało muszę, a tak dużo mogę - czy ściślej nawet muszę, ale świadomie, bo od musu nie uciekam, ale do diaska mogę po swojemu (a nie "bo my to tak robimy") -że aż się prawie chce chcieć...

Chętnie pogadałbym z niedzisiejszym mężczyzną, żeby być bliżej odpowiedzi na pytanie, czy oni byli inni, czy tacy sami, ale okoliczności mieli inne. Czy my jesteśmy dupy wołowe z własnej winy, słabnięcia pokolenia, czy może tacyśmy z zapędzenia w kozi róg, gdzie możesz wysrać Statuę Wolności, a i tak się okaże, że nie dorzeźbiłeś korony jak trza.

donpepego powoli domykający skobelek

P.S. Akumulator w aucie działa, skuter już dwa razy objechany z rozkoszą. Nowi Floydzi czają się za rogiem. Dziecięce powinności miłe skłoniły mnie dziś do zagrania paru dźwięków na gitarze i większej ilości na klawiszach podczas zabawy w kościół; psalm responsoryjny wypykać łatwiej niż "Paint it Black" Rolling Stonesów. Nawiasem mówiąc - gdzieś wyczytałem, że ten utwór i jego tytuł to nie żaden satanizm (który aż kipi z gitary Richardsa), tylko cytat z jakiegoś brytyjskiego męża stanu, stanowiący radę, jak uczynić brytyjskie myśliwce niewidocznymi dla wroga nocą.

04.11.2014 :: 23:08 Komentuj (4)

Francuska sztuka wojny

Paraliżuje mnie czasem nie na żarty odległość - dystans nienażarty, jaki dzieli mnie od siebie samego.
Mnie - sekwencję nieodwracalną odpowiedzi na serię pytań zamkniętych (bo tym jest realne życie, prawdaż?) ode mnie - odpowiedzi na pytanie otwarte. A gdzie tam - wypowiedzi dowolnej, bez górnych ani dolnych granic ilości znaków i tematu.

Czasem udaje się nabrać dystansu do tego dystansu. Ulga. Na chwil parę.

Dziś takim trzecim wierzchołkiem, na tyle odległym od pierwszego i drugiego wierzchołka, że odległość między pierwszym i drugim wydała się znośna, były "Wakacje Mikołajka" w kinie. Znając opowiadania o Mikołajku spodziewałem się niezgorszej rozrywki dla pierworodnego, z puszczanym często oczkiem do widza - rodzica. Ale że aż tak mnie rozchmurzy - nie przewidywałem.

Tymczasem dystansowi nie sprzyja "Morfina" Twardocha - ba, ona skraca wszelki dystans, wali prosto z mostu i sprowadza do parteru. Albo i piwnic, podziemi. Człowieczych.

Nie tyle "ja czytam książkę", co raczej... książka jest stroną czynną. Jest pewna swego, sugestywna, bezkompromisowa i zdecydowana, precyzyjna i - brzydką kalką mówiąc - "nie bierze jeńców". Trafia do mnie do tego stopnia, że obawiam się, że gdyby autor - heh, chłop z moich stron - zechciał w jej treści podać jakieś bałamutne idee, to ja bym te idee łyknął jak młody pelikan.

donpepego rozgwiazda

P.S. Ale fajny ten Mikołajek - polecam właściwie wszystkim!

10.11.2014 :: 23:35 Komentuj (3)

Noc i but

Kto wymyślił określenie "brzydka jak noc", musiał być głupi jak but.

donpepego gwiaździstostopy

P.S. "Morfina" trzyma, muzycznie Eloy zmiękcza listopad.

19.11.2014 :: 17:37 Komentuj (5)

Wymiarowość

Czy jeśli ktoś mieszka przy ulicy Jakiejśtam pod numerem 3D, to jest przestrzenny i jak żywy?

A jeszcze 4D, 5D i strach myśleć, co dalej.

donpepego 10C, czyli na bogato

P.S. Na bogato było też jakieś 3 tygodnie temu (leci ten czas!) na finale festiwalu im. Pendereckiego, z udziałem samego Pendera, w jego repertuarze (miejscami pretensjonalne mimry, ale innymi miejscami nad wyraz przyjemna, emocjonalna i plastyczna muzyka) oraz z symfonią Dworzaka "Z Nowego Świata", przepięknej urody, z rozmachem i świetnie zagrane. Do tego były jeszcze tańce (w końcu "Dom Muzyki i Tańca") w tle, w grze świateł, ale tego mi było za wiele - jak się zatapiam w słuchaniu, to najchętniej byłbym na ten czas zupełnie ślepy, każdy widok mi przeszkadza. Więc oczy zamknięte i zakryte rękami.

P.S.2. I drugie oderwanie od rzeczywistości - koncert organowy w katowickiej katedrze, jakieś 2 tygodnie temu niecałe - zaliczeniowy dla trzech pań z klasy organów Akademii Muzycznej. Uwielbiam katowickie organy, im dłużej się słucha, tym więcej się słyszy. Też oczy zakryte.

20.11.2014 :: 17:30 Komentuj (4)

Tego się nie da opowiedzieć

Z dwóch najpiękniejszych snów w moim życiu jeden był o tym, że nie żyję, choć nadal istnieję, i nie ma wokoło nikogo ani nic, a drugi - w drugim była geometria, przestrzeń n-wymiarowa, kolory, fale, ruch, ale życia w sensie biologicznym (masło maślane, no dobra) też tam nie było.

Pewnie dlatego, że nigdy nie byłem samotny, świat bez ludzi jawi mi się jako całkiem atrakcyjny koncept i roi mi się, że świadomość pojedynczego człowieka mogłaby z powodzeniem funkcjonować bez innych, w tej przestrzeni n-wymiarowej, bez linearnego jednokierunkowego czasu, czyste istnienie, przestrzeń i muzyka geometrii. I że ziemskie życie odsłużywszy, może wcale nie będziemy tęsknić za jego poznanymi zmysłowo atrybutami bardziej, niż tęsknimy za przedszkolem czy wózkiem.

Nie wiem, czy Eloy to dobra muzyka - w zestawieniu z wykonawcami, do których ich porównują (np. Pink Floyd - no nieee, to tylko pozory), na pewno jest to muzyka bardziej okopana na małym poletku stylistycznym i nie wyściubiająca poza nie nosa. Instrumentarium w dużej części rockowe, ale przekaz taki introspektywny, elektroniczny. Mnie Eloy przypomina właśnie te dwa sny najpiękniejsze - i dlatego trafia.

donpepego w przedsionku tęczowego n-wymiaru

P.S.1. Udało mi się wczoraj nieopatrznym naciśnięciem głupiego knefla zniweczyć owoc ponadgodzinnej pracy typu "rzeźba w gównie", mam teraz w pracy takie dłubanie, które idzie jak krew z nosa... Trza było odtworzyć z głowy.

P.S.2. Godzi się odnotować występ Czesława Mozila z duńskimi kolegami w "Wiatraku" - Czesław fajny, wyrazisty, dziwaczny i autentyczny, nagłośnienie skandaliczne (wokal podczas piosenek - niedogłośniony, słowa nie do odcyfrowania, tylko gadki pomiędzy w miarę słyszalne, a w tym Czesio mocny), zespół smacznie zgrany i wyczarowujący wspólnie niesamowitości, szczególny zachwyt basistą (dorywczo grającym też na gitarze, flecie i czym tam jeszcze) - bardzo wszechstronny muzyk, jeśli chodzi o ekspresję, pomysły, zachowania.

P.S.3. "Morfina" Szczepana Twardocha skończona, polecam serdecznie, antybohater jak się patrzy, aż miło znaleźć w takim coś z siebie (i vice versa), a w plejadzie postaci otaczających go - bardzo ciekawe postawy, obserwacje o ludziach, których cechy osobowości w jakiś sposób tryumfują nad sytuacją, bo wojna wojną, a oni po prostu tacy są, ze swoimi ciemnymi stronami, skazami, szajbami. Teraz w obróbce "Wodospady" Macieja Kuczyńskiego - akcja i postaci znacznie mniej misterne i klimatyczne, ale czyta się dobrze, jest szamaństwo, egzotyka, podróż, intryga, jest motyw "wkrótce umrę, więc nie będę się obcyndalać", pasuje mi.

25.11.2014 :: 12:14 Komentuj (7)

Z przejaśnieniami



... między 15 a 18 progiem.

donpepego w okolicach szóstego

P.S. W sytuacjach drogowych zawsze ktoś ma pierwszeństwo, potem może być ktoś jeszcze i zawsze ktoś jest na końcu. I co on wtedy ma, ten ktoś na końcu? Otóż ma on OSTATECZNOŚĆ na tym skrzyżowaniu - czyli przeciwieństwo pierwszeństwa, wg jakże słusznej koncepcji mojej jakże słusznej Żony.

27.11.2014 :: 13:56 Komentuj (5)




2018: 01. 2017: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2016: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2015: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2014: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2013: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2012: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2011: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2010: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2009: 12. 11. 10. 09. 08. 07.


powered by Ownlog.com & Fotolog.pl