Coś za coś

A może jeśli zrezygnuję z oglądania filmów i czytania książek, będę miał czas na granie na instrumentach?

Zabawa w jeżyki została bezproblemowo zmieniona w zabawę w boberki w poszerzonym składzie - dziecko czteromiesięczne, trzyipółletnie oraz trzydziestotrzyletnie się ubawiły aż po boberkowe zęby. W sumie oprócz tego pierwszego, póki co bezzębnego.

donpepego oczymjatochciałem

P.S. A w sobotę byłem na chwilę na spacerze po łąkach i lasach, które z okna kuchni codziennie widzę wieczorami, a w weekend nawet w dzień. Widok piękny, tylko jakoś brak widoków na spacer tam taki naprawdę, na więcej niż 40 minut. Perspektywy nie dorównują horyzontom.

02.11.2009 :: 16:13 Komentuj (3)

Tara bum

Klucze do strun kupione taniej niż się spodziewałem i zmienione, struny w obu wiosłach zmienione i naciągnięte wstępnie do tonacji niskopodłogowej rozbieżnej, żeby się przyzwyczaiły, teraz już tylko nastroić i grać.

W głowie narasta chęć zagrania czegoś nowego i swojego, co dopiero musi powstać, a w tym celu chyba trzeba trochę oczyścić mózg, zmieniając to i owo w codzienności. Duży plus dla koleżanki bluebrającej, za której poleceniem obejrzany film "Once" pokazał prostą przyjemność i pasję grania mimo nieprostych innych rzeczy w życiu.

A pan, panie Milanie Kundero, dowaliłeś mi do pieca, który staram się wygaszać, bo parzy czasem po końcówkach nerwowych, pieca myśli niespokojnych, ciągot nieugłaskiwalnych, ucieczek bezkompromisowych - tygla uczuć w poprzek się kładących względem nurtu życia. I brawo panu za tę "Nieśmiertelność".

donpepego w tyglu

P.S. Wejście z wózkiem pełnym (no, prawie) śpiącej córeczki do sklepu muzycznego wymaga trochę starań - po pierwsze wysoki schodek, a przy nim drzwi samozamykające, po drugie manewrowanie z tym pojazdem między wiszącymi i stojącymi instrumentami (bez zboczonych skojarzeń!) i gablotami z różnymi dupsikami. Nie, ja nie narzekam, wręcz przeciwnie, miło mi było być takim nienormatywnym klientem.

04.11.2009 :: 12:52 Komentuj (4)

Zgrzyt zdrobnień

Za każdym razem, kiedy ktoś znany podczas wywiadu mówi o kimś innym znanym per "Rysio", "Aśka" czy "Janek", zgrzyta mi.

"Krysia jest szalenie ciepłą osobą" jakoś mnie zimno nastraja - do wypowiadającego i do pani Krystyny również.

donpepego z półdystansu

P.S. Nie lubię robić raportów ze swoich działań bardzo. Technicznie rzecz biorąc, gdybym mniej robił, mniej miałbym do raportowania.

05.11.2009 :: 15:54 Komentuj (4)

Piosenka

Jest już prawie gotowa. Brakuje tylko melodii i tekstu.

donpepego siallala

P.S. Mimo że weekendów nie kojarzę z typowym wypoczynkiem zdecydowanie, jakiś atawizm wprawia mnie w każdy piątek w łopot.

06.11.2009 :: 15:43 Komentuj (5)

Ostatni kurs po Romana

Od soboty mam w "Nieśmiertelności" pieczątkę schroniska na Błatniej.
Nie popieram niszczenia książek, ale zdecydowanie preferuję doświadczone od dziewiczych.

donpepego opieczętowany na wieki

P.S. Mgła, kamienie i liści miliony w Beskidzie okazały się wybornym otoczeniem do odświeżenia zakurzonych, a baaardzo fajnych znajomości. I ten tajming - zdążyliśmy tuż przed ciemnością!

09.11.2009 :: 16:39 Komentuj (5)

Czy możemy zejść o parę oczek?

Gdybym dostawał do przepicia 10% z tego, co uda mi się utargować służbowo, to... długo bym chyba nie popracował. A tak to upajam się satysfakcją, pewnie zdrowiej.

donpepego ze służbowym wężem w kieszeni

P.S. Odgruzowany salon skutecznie zachęca do układania dużych puzzli i grania na gitarze. Struny lubią powietrze.

10.11.2009 :: 16:22 Komentuj (2)

Wyśniony

Koleżance śniła się koronacja.
Podobno bardzo podniosła ceremonia.
Królem byłem ja.

donpepego pierwszy

P.S. W kuchni w schowku nad lodówką mam 10 kilo sprzętu do rejestracji dźwięku. Jak to nawet kiedyś przeniosę i podepnę, to pewno będę zbyt zmęczony i będzie zbyt późno, żeby poważnie potraktować nagranie debiutanckiego krążka. Ale za to ostatnio były dobre placki ziemniaczane.

13.11.2009 :: 11:01 Komentuj (6)

Umysł humanistyczny, umysł ścisły



donpepego gdzieś pomiędzy

P.S. Pomiędzy tyloma sprawami, że aż mnie nie starcza na bycie w nich.

16.11.2009 :: 17:15 Komentuj (0)

Taka to robota - impresja kolejna

Taka to robota, jak gra w rzucanie sobie wzajem do rąk gorących kartofelków i odrzucanie ich do kogoś na tyle szybko, żeby się nie poparzyć, opcjonalnie żeby poparzyć kogoś. I taka to robota, że się niejednokroć budzimy z ręką w nocniku, wykonujemy serię makiawelicznych ruchów oczyszczających z odium tej niechlubnej pobudki, uśmiechamy się jakbyśmy nocnika na oczy nigdy nie widzieli, pogrążamy się w błogości z dobrze wykonanej roboty, by po chwili obudzić się z ręką w kolejnym nocniku i dokonać kolejnej iteracji. A od czasu do czasu przychodzi nagle babol w randze dżokera, bije wszystkie karty, dorzuca łubudubudubu kartofelków i przestawia szur szur nocniki, żeby nie było za prosto.

W sumie fajna robota, nie powiem.

donpepego z nocnikiem pełnym kartofelków

P.S. Oprócz roboty realizuję się jako słuchacz muzyki - przyszła kolej na Reginę Spektor (teraz Soviet Kitsch), na Seana Lennona sprzed dekady (jego ówczesny album Into The Sun jest znacznie mocniej odjechany niż nowszy Friendly Fire; taki trochę Biały Album z elementami Islands Crimsonów i pedałkowatości Rufusa Wainwrighta) oraz na Winter Songs Roba Halforda, który zgorszył Kolegę P., bo jak to tak, żeby sprośne usta lidera Dżudasów śpiewały piosenki świąteczne? No nie aż takie świąteczne na szczęście, do Boltona to mu jeszcze trochę brakuje.

17.11.2009 :: 17:14 Komentuj (3)

Klaus

Razu pewnego Klaus Schulze
Snuł się w kraciastej koszulce
I spotkał Klausa Meine
Co rzekł mu "Wzorki masz fajne!"
Usłyszał te słowa Klaus Kinsky
I uznał ich ton za świński,
Do czego Klaus Maria Brandauer
Miał wątpliwości niemałe
Poszli do Vaclava Klausa
Doktora honoris causa
Ten wzorem Klausa Mittfocha
Prychnął "Nie moja brocha"
Nie pomoże bowiem nawet doktor Haus
Gdy w kominie utkwi tłusty Santa Claus

donpepego na zachód od Klausbergu

P.S. Łatwiej żeby coś się rymowało, niż żeby miało sens. W życiu też łatwiej trzymać się zasad, niż sensu.



19.11.2009 :: 12:22 Komentuj (1)

Najmniejsza linia oporu

...istnieje! I wygląda tak:

.

Bo nie ma linii mniejszej niż punkt, czyli kropa.

donpepego z dorodną linią oporu

P.S. A propos podpisu, to nie tyle linią, co płaszczyzną. A wręcz przestrzenią. Tak, właściwie to jest przestrzeń oporu.



20.11.2009 :: 16:34 Komentuj (2)

Regał pitagorejski

Weekend był pełen wrażeń i próżen snu. Zaczęło się w sobotę, jak zdaliśmy sobie sprawę, że w komplecie czteroosobowym jedziemy po regały o wysokości ponad 2 m. Cóż z tego, że fura dość duża, a dwie z tych osób są bardzo małoletnie - foteliki też zajmują miejsce i muszą być przyzwoicie umocowane.

Gdy drapałem sie w głowę usiłując znaleźć odpowiedź na pytanie, czy się to zmieści czy nie, w sukurs przyszedł mi najpierw zeszyt szkolny i kawał kartonu, a potem Pitagoras mój ulubiony. Zeszyt - bo nie posiadając żadnej miarki i nie mogąc odejść od samochodu (dziecko spało w środku, a drugie z matką udało się do wnętrza sklepu) ani zdobyć miarki (nikt wokoło nie miał) trzeba było wyliczyć dostępną długość i przestrzeń.

Kawał kartonu (osłonka letnia na przednią szybę, zawsze wożę w bagażniku) miał długość 3 zeszytów (też się jakiś znalazł) minus na oko 2 cm, jeden zeszyt A5 to 21 cm, więc karton to 63-2=61 cm. Dla uproszczenia i żeby mieć margines, przyjąłem 60 cm. Odległość od przedniego fotela do tylnych drzwi to 3 kartony, czyli 180 cm. Tyle zmieściłbym, gdyby towar leżał prosto, wzdłuż boku samochodu. Towar może jednak leżeć skosem, oddalając tylny koniec od boku wozu o ok. 1 metra - tyle się mieści biorąc pod uwagę ograniczoną przezierność dziury transportowej uzyskanej przez klapnięcie prawego tylnego siedzenia (fotelik z prawego powędrował na środkowe). I teraz już prosty Pitagoras w głowie liczony - 1,8 do kwadratu plus 1 do kwadratu i z tego pierwiastek, wyszło gdzieś między 2 a 2,1 m. Czyli na styk. Po przesunięciu przedniego fotela do przodu zyskało się jeszcze z 10 cm, czyli w sam raz, żeby zmieścić kartony, które miały długość 207 cm, w tym 202 cm sam regał i 5 cm pudełeczko ze śrubkami.

A propos - bardzo fajna konstrukcja kartonika ze śrubkami, trochę jak cukierek krówka, z jednego kawałka kartonu cięty, a nierozwalaty i z solidnym zamykaniem.

A w ogóle ten towar to regały na płyty CD - pierwszy raz w życiu mam coś takiego i napawam się swoim szczęściem, szczęściem człowieka, który generalnie wszędzie ma bajzel, ale płyty uwielbia mieć poukładane stylami, wykonawcami i chronologicznie. Coś wspaniałego! Przy składaniu regałów dzielnie asystował i pomagał syn, w wierceniu i mocowaniu do ścian raczej przeszkadzał, ale takie prawo młodego wieku, a potem same płyty to już samemu poumieszczałem, do po pierwszej w nocy - w końcu dobre kilkaset sztuk.

Wcześniejszym wieczorem też w sobotę malowałem futrynę i prawie niczego nie upierdzieliłem brążową farbą, jak również pojechałem po bardzo konkretne masło, którego byle gdzie nie da się kupić oraz po leki, po drodze coś mnie tknęło i zajrzałem na dworzec, o którym na pepegach dwukrotn ei wspominałem, że odjeżdża z niego pociąg w Bieszczady - i słusznie tknięty zostałem. Otóż pociąg już odjechał na dobre, został po nim na rozkładzie ledwie widoczny cień. Tak to bywa w życiu, nie tylko z pociągami, którymi nie jeździmy, tylko tak se lubimy żeby były dla naszego komfortu psychicznego.

A w niedzielę spacer godzinny - ta godzina to naprawdę jak dar z niebios o naciągalności gumy, bo zdążyłem przejść przez naprawdę fajne miejsca, las, nad wodą, hałdy, porobiłem kupę zdjęć trochę jak jakiś Japończyk, który wie, że teraz szast prast, a powzruszamy się jak będzie na to czas. Trochę mnie zdziwiło napotykanie dość licznych ludzi - ostatnimi czasy spaceruję głównie w godzinach, kiedy przyzwoici ludzie podsypiają przed telewizorami, to się odzwyczaiłem, zresztą gziwazy i księżyc to lepsza kompania.

Dobra, to wracam do mojego regału.

donpepego przeciwprostokątne

P.S. Aha, idąc na spacer w niedzielę napotkałem okiem i uchem widok i słychok taki: ulicą szeroką, objeżdżającą osiedle, biegnie stukając dość wysokimi obcasami kobieta trzymająca za rękę dziewczynkę jadącą na rolkach, całkiem szybko. I jedna myśl to wątpliwe bezpieczeństwo takich poczynań, a druga to że to idealny materiał na wspomnienie z dzieciństwa, takie z czasem urastające do niebotycznych rozmiarów. Teraz to dla mnie parę sekund widoku do zapomnienia za chwilę, a sam pamiętam jak kiedyś miałem podobnie, tylko zamiast cioci był wujek, a zamiast rolek - rower na chodniku. Jazda była! Takie wspomnienia skłaniają mnie często do ugryzienia się w język, kiedy chcę odmówić dziecku jakiejś akcji, bo nie, bo tak się nie robi.

23.11.2009 :: 17:23 Komentuj (8)

Wstawać, kożuszki!

Gdybym był Julitą Kożuszek-Borsuk, dubbingującą większość filmów animowanych dla dzieci dostępnych obecnie w TV i na płytach, to chyba by mi się zaczęło plątać, kim jestem naprawdę - Świnką Peppą, Bibi (Poko i przyjaciele), Lusią czy Roksaną z Marcina Ranka.

donpepego niezbyt animowane

P.S. Tytułowe zawołanie to tekst, z jakim syn wpada rano zrobić pobudkę, chyba że śpi. Oczywiście w weekendy wstaje ochoczo i wcześniej, a w dni przedszkolne - z ociąganiem i później.

25.11.2009 :: 17:07 Komentuj (5)

Proszę wstać, prze-sąd idzie!

Przeszedłem wczoraj przez drogę czarnemu kotu.
Ciekawe, czy koty mają jakiś przesąd odnośnie rudych ludzi.

A propos czerni - czytam sobie teraz "Czarny obelisk" Remarque'a, jedną z książek najulubieńszych. Pierwszy raz zdałem sobie sprawę, że bohater robi właściwie to, co ja, czyli marketing. Tyle że w realiach hiperinflacyjnych Niemiec roku 1923.

Raz dziennie czuję, że mam wolność wyboru: w stołówce. Na wszelki wypadek podpisuję pod tą myślą Wisławę Szymborską, bo zdaje się że powiedziała coś w tym stylu w wywiadzie. Niemniej jednak, abstrahując od praw autorskich - czuję podobnie... Czy uczucia mogłyby podlegać prawom autorskim i czy można by je wówczas je opatentować, a potem pobierać opłaty licencyjne?

donpepego czarny duchem, choć rudy ciałem

P.S. Nauczyłem się robić w corelu cieniowanie i wycinanie obrazków z teł. Fajne!

30.11.2009 :: 17:03 Komentuj (7)




2018: 01. 2017: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2016: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2015: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2014: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2013: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2012: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2011: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2010: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2009: 12. 11. 10. 09. 08. 07.


powered by Ownlog.com & Fotolog.pl