Buty

Kupilem sobie wczoraj buty. Buty lubię, bo są obietnicą drogi, iścia, kilometrów, horyzontów i perspektyw. I cieszy pozbycie się w ostatnich miesiącach 10 kilo masy, bo łatwiej mi te buty zobaczyc bez schylania.
Buty są do kostek.
A propos kostek - nie kupiłem w antykwariacie książki pani o nazwisku Kostka-Trąbka, bo analityką medyczną się nie interesuję. Ale dla dwojga takich nazwisk warto pewnie wydać się za mąż. Wszak ludzie pobierają się i z głupszych powodów, których nawet nie pamiętają, a nazwisko to jest już coś.

donpepego z innego powodu świeżo po piątce

P.S. "Milk and Honey" Lennonów łoję ostatnio w kółko, fajne bonusy z nagrań domowych i wywiad taki optymistyczny z ostatniego dnia życia, jak się miało okazać.

02.10.2010 :: 11:15 Komentuj (10)

Przepustka materiałowa na babon dmuchany

Dla głowy też coś było w ubiegły weekend, nie tylko dla nóg - był film w kinie ("Nie oglądaj się" z Sophie Marceau i Monicą Bellucci - nie wiem czy dobry, mi się podobał bo dłuuugo nie byłem w kinie, zwłaszcza fajnym studyjnym), był koncert organowy (organy takie sobie, ale muzyka to muzyka i o baroku nie zapomnieli, więc git), jest też czapka z przedłużonymi uszami.

Która kosztowała 15 razy mniej niż buty, co pokazuje, jak cenię sobie relatywnie swoje części cielesne. Przy takim założeniu drżę na myśl o cenie gaci.

Czapkę mam dziś, bo rowerem do pracy bez czapki byłoby za zimno.
A butom w zamian obiecuję, że też będą świeżo po Piątce i to oby szybciej niż za pięć lat.

donpepego głowonóg

P.S. Nie podoba mi się ostatnio tak w ogóle, mierzi mnie to wszystko dookoła, robienie i gadanie i słuchanie, komunikacja ogólnie, mam problemy z przypomnieniem sobie prostych słów, gdybym mógł, to bym z nikim nie rozmawiał, w sensie nie wymieniał tej tony koniecznych szczekanych informacji, raz na 3-4 dni bym najwyżej pogadał o dupie Maryny na tle Wszechświata.

07.10.2010 :: 16:30 Komentuj (7)

10:10, 10.10.10

Na zew offa portretuję oto moją 10:10, 10.10.10.



Aż dziw, ale akurat trafiło na tę godzinę. Chyba nawet da się sprawdzić.

W pracy trochę monty python, trochę syzyfowe prace, a trochę trzecia część "Dziadów". Jazda rowerem wte (praca, czyli drugi dom) i nazad (dom, czyli druga praca) wczoraj i dziś mile odstresowuje, choć z racji zimna sezon chyli się ku zmianie formuły.

donpepego i jego dziesięcina

P.S. A pamiętacie filmy dla drugiej zmiany? W programie telewizyjnym o 10:10 puszczano filmy dla dorosłych te same, co poprzedniego dnia wieczorem, żeby pracujący na popołudnie mogli być tak samo na bieżąco. To jednak były mocno inne czasy.

12.10.2010 :: 20:42 Komentuj (5)

W pale

W pale się nie mieści, na jakie pierdoły marnują czas ludzie, którzy czasu nie-ma-ją.
W pale nie mieści się też, jak bardzo ograniczony jest jeden człowiek w kumaniu rzeczy, które dla drugiego obok są dziecinnie proste, ze wzajemnością.

W Pale mieścił się natomiast swego czasu tymczasowy rząd albo tymczasowy prezydent któregoś z tymczasowych państw byłej Jugosławii. To znaczy mieścił się, jak się uczyliśmy, bo na koniec roku szkolnego się już dawno nie mieścił.

Skończyłem "Obcego" Alberta Camus. Celna, czerstwa, lakonicznie wysmakowana lektura. Macie z kim rozmawiać o książkach w swoim otoczeniu? Ja jakoś mało, z jedną osobą o dość szerokim zakresie książek i z kilkoma osobami o pojedynczych sztukach na przestrzeni lat. A już żeby równolegle coś poznawać albo polecać sobie wzajemnie, to zapomnij. Szkoda.

donpepego tymczasowo na międzyksiążkowiu

P.S. "Wysokie są Śląska kominy, daleko sięga szkoły naszej pała" - że zacytuję popularną swego czasu w pewnych kręgach trawestację hymnu ulubionej szkoły. Kominów od tego czasu chyba ubyło, ale pała nadal pała, jako wprzódy pałała.

14.10.2010 :: 15:08 Komentuj (13)

Ktoś na matematyce w podstawówce pisał chyba wiersze



... ale w zasadzie nie można odmówić trafności takiego sformułowania, zakładając trójwymiarowość przestrzeni, w której zazwyczaj używa się kominków.

donpepego, który liczył na polskim

P.S. Weekend - fajny wieczór kawalerski, niewyspanie, fajny koncert chóru w repertuarze smakowicie barokowym i w świetnie brzmiącym kościele. W pracy na odmianę coś pomiędzy "Czy leci z nami pilot?", "Sensem życia wg Monty Pythona" a "Północ, północny zachód". W bonusie wnoszenie lodówki i zmieszczenie się w sztukę garderoby sprzed lat, trochę na słowo honoru, ale jednak.

19.10.2010 :: 15:59 Komentuj (8)

Dobrze

Dobrze mi dziś, czikakabuuum! Może to zasługa przyjechania do pracy na rowerze, ale jakoś tak pracuje się na optymalnych obrotach: problemów w sam raz tyle, żeby poczuć zadowolenie z ich rozplątania, nękaczy w sam raz tyle, żeby spełnić ich zachcianki i poczuć zadowolenie ze spełnienia, żona przez telefon mówi ludzkim głosem, szefowa przez telefon mówi, że super, profesor przez telefon godzi się, choć wcześniej za nic się nie godził, potencjalne wulkany wrzutek pracowych smacznie śpią; wszystko, co mogłoby zdążyć albo nie, to zdąża, to co mogłoby się wylać albo nie, to się nie wylewa, co mogłoby narobić wstydu w Krakowie, to nie robi wstydu, jeno splendor, a 20 minut przed końcem szychty jest pracy mniej więcej na 20 minut wliczając w to herbatkę i siku oraz drapanie po głowie bez limitów. Jestem realistą, liczę się z tym, że potem krzywa zacznie spadać, trudno, takie życie, ale za warte odnotowania uważam, że jak na razie jest podejrzanie dobrze. Są takie dni!

donpepego na pozytywie

P.S. A propos pozytywu - widziałem go na własne oczy, co więcej, słyszałem na własne uszy. Taki lekko archaiczny, klawiszowy. Bardzo pozytywnie brzmi jako akompaniament do zacnego śpiewu.

20.10.2010 :: 16:38 Komentuj (8)

Uważajcie, żebyście nie wylądowali na Fabrycznej



donpepego mijający póki co bezkarnie

P.S.1. Dziś współczynnik chaosu wzrósł, zastępując radość z harmonii śmiechem w kułak z rozstrzału rzeczy, o których albo z którymi coś trzeba.
P.S.2. Zwykle zestawienia i gry słów w języku oryginału brzmią zgrabniej niż w tłumaczeniu, ale mam dwa wyjątki:
- w piosence "Getting Closer" McCartney śpiewa "Cattle beware of snipers", nieźle, ale po polsku "Trzodo, strzeż się strzelców" jeszcze lepiej, nie?
- "Wieczne Miasto" Rzym i "Wietrzne Miasto" Chicago po naszemu ładnie do siebie nawiązują, w oryginałach ani trochę.

21.10.2010 :: 14:39 Komentuj (4)

Kiedy zaklinanie nie wystarcza...



... czyli na Korczoka też lepiej mieć się na baczności, jeśli Państwo nie chcą, by Państwu zakuto.

donpepego serpentolog

P.S. Kay, w Krakowie to tylko duchem niestety tym razem, oraz materią marketingową nieożywioną pod opieką kilku zaufanych osób. Aha, w kolejce do ócz mych "Juliet, nago" Nicka Hornby'ego jak sobie kupię za urodzinowy bon empikowy. Wolałbym bardziej przechodzoną Juliet z antykwariatu, ale za świeża to rzecz na rynku, by już zdążyła się wyświechtać i spaść z ceny.

22.10.2010 :: 11:38 Komentuj (9)

Mniammm!!!

Żeby mi nie umknęło - najbardziej śmierdzący ser, z jakim miałem przyjemność, to camembert z Normandii.
Istna "Noc żywych trupów" wśród serów, esencja smrodu, feeria fetoru, cuchnący cud serowarstwa.
Desant w Normandii z pomocą takiego sera byłby jak Blitzkrieg.
Jean Jakiśtam, Normandie, nazwa sera - hm byłem pewien że zapamiętam, coś z wsią czy wieśniakiem związane.
Jak się postaram, to jeszcze w koszu czy raczej w kontenerze na dole (bo dobry gospodarz często lata z koszem) znajdę nalepkę producenta.
Kierując się zapachem.

donpepego fromażyciel

P.S. Jakoś nie mogę się rozstać z sezonem rowerowych dojazdów do pracy. Czwartek, piątek, poniedziałek... Dziś samochodem jakoś głupio było, ale ważna narada, więc próżna rada.

26.10.2010 :: 11:53 Komentuj (2)

Nie, bo.



donpepego ranny łoś



27.10.2010 :: 13:28 Komentuj (8)

Co to jest: grzeje i wydziela zapach?



donpepego międzypółkownik



28.10.2010 :: 16:30 Komentuj (5)

Przędzalnia ultradzwiękowa

Poniedziałki, wtorki, środy, czwartki i piątki często bywają całkiem fajne.
Za to w soboty i niedziele zazwyczaj cienko śpiewam.
W soboty i niedziele cieniutko też przędę.
Dziś - dziś to musiały być ultradzwięki. A ten pająk, który podczas oczekiwania na zielone światło przysiadł na szybie prowadzonego przeze mnie samochodu, pewnie nie mógł wyjść z podziwu nad mymi umiejętnościami tkania nici niewidocznych nawet dla pajęczego oka.
Teraz przez blogowy wentyl bezpieczeństwa pfff wypuszczam napięcie, które miało być przekute na ostre gitarowanie, ale nie mam już siły wygrzebywać tego sprzętu i potem cichociemno wisieć z gitarą między słuchawkami a piekarnikiem.
Gitarowo nastroił mnie wspomniany przez rajskie wrota nowy Santana, który co prawda walnął mało subtelnego marketingowego pewniaka nagrywając covery bezczelnie oczywiste, ale wyszło mu całkim spoko, na ile słyszałem dwa razy piąte przez dziesiąte.
Dzisiaj urodziny kuzyna mojego tego od rozmów, ale jakoś niesporo się czuję, więc zdrówka nie wychylę nawet korespondencyjnie.
Ostatniej nocy miałem sen z wyznaniem miłosnym pod moim adresem w okolicznościach nietypowych z ust osoby, o której nigdy nie myślałem w kategoriach amoralnych. Na tyle, na ile facet potrafi o kimś całkiem, całkiem ;-)
Ale byłem niezłomny i po walce z sobą zdołałem się oprzeć. Opieracie się w snach?
A wieś Camembert w dolnej Normandii liczy sobie podobno 200 Camembertois et Camembertoises.
Gdybym miał już mety w Bieszczadach, Serbii, na Krecie, na Węgrzech, Ukrainie, na Słowacji i w Czechach, to następna mogłaby być właśnie w Camembert.

donpepego le Camambertois 201er

P.S. Ile to będzie dwa razy piąte przez dziesiąte?

30.10.2010 :: 21:15 Komentuj (11)




2018: 01. 2017: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2016: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2015: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2014: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2013: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2012: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2011: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2010: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2009: 12. 11. 10. 09. 08. 07.


powered by Ownlog.com & Fotolog.pl