Dożywanie przez dopisywanie



Jak gdzieś widzę coś, czemu można coś dorobić, to mnie świerzbi i dorabiam.



Przydałby mi się jakiś partner - rozrusznik w kwestii tekstów do piosenek. Bo ostatnio, mając dwa już coraz mocniej nieświeże utwory do dorobienia tekstu, dorobiłem, a jakże - ale nie teksty do nich, tylko trzecią muzykę bez tekstu.

Jakże nikłym i bezpłodnym punktem zahaczenia do twórczości jest zawartość własnej głowy, niczym nieskrępowana! Jak dezorientuje i paraliżuje człowieka taka wolność!

donpepego tęskniący za jakąś listą zakupów na nierozmrożonej lodówce swego pieśniarstwa bez słów

P.S.1. Pozdrawiam wszystkich, którzy wiedzą (albo chcą się dowiedzieć), co oznacza Kallipygos.

P.S.2. Wczorajszą Listę Top Wszech Czasów na Trójce włączyłem na utworze "Creep" Radiohead. A tak niewiele brakowało, aby w gwiazdach pisane mi były na nadchodzący czas "Nights in White Satin", uplasowane o jedno malutkie oczko wyżej... Ale nie - akurat wtedy, kiedy było trzeba, nikt nie zechciał opóźnić mnie o tę minutę czy dwie. Trudno, niech będzie "Creep", chociaż wolałbym przestawić dwie ostatnie literki.

02.01.2015 :: 13:10 Komentuj (8)

7 grzechów na tydzień



Dziś wyjątkowo fotka bez krotochwil - wpadła mi w oko taka reklama książki. Sama książka nie wpadła, ale w sumie przejrzałbym, próbując dociec, co może wyniknąć z takiej lektury, czy może raczej - dlaczego się po takie lektury sięga?

Oddawanie życia związane z wiarą lokuje się w mojej głowie gdzieś między takimi skrajnościami, jak Maksymilian Kolbe (życie za uratowanie życia innych ludzi) a zamachowcy-samobójcy (życie za pozbawienie życia innych ludzi).

I to nie jest żadna puenta ani ocena, tylko punkt, w którym utknąłem. Z którego może iść ramifikacja (SJP: rozdzielenie głównej linii na wiele pomniejszych; rozgałęzienie) w różne strony - względności dobra i zła, wartości wiary w porządkowaniu wyborów człowieka prowadzących go ku szczęściu jego i innych ludzi oraz nieuniknionej niedorzeczności tejże wiary, gdy jej przedmiotem bywa zestaw prawd - praca zbiorowa powstała przy wydatnym współudziale licznych oszołomów na przestrzeni wieków.

donpepego niemęczennik zramifikowany okrutnie

P.S.1. Z lżejszych rzeczy - gust sinusoidalny: "Pulp Fiction" 20 lat temu mi się podobało, potem po latach obejrzałem niecałe, zachodząc w głowę, jak można coś takiego oglądać, a teraz, przedwczoraj - znów mi weszło jak w masełko. I to zupełnie na trzeźwo. Jakiś trudny do nazwania brak zaspokoił mi ten film.

P.S.2. I z cięższych, zwłaszcza gdy trwa to ze 4 godziny - ale tylko fizycznie cięższych: fajne granie na dobrze nagłośnionym sprzęcie z dobrze (chwilami aż za!) słyszalną perkusją. Są bąble na palcach, było zimno (czapki), była chwilami rzeźnia z niedosłychu i z fanaberii sprzętu cyfrowego (analogowy działał jak złoto), ale kręgosłup przyjął tę akcję bez narzekań, no i w takich warunkach wreszcie można się zamaszyście zamachnąć, potupać, pogibać jak to basiści gibają (kojarzycie? ja zawsze na koncertach obserwuję basistów i rzadko bywa, żeby który nie wykonywał gibów), w każdym razie bas brzmiał jak bas, słyszalny całym ciałem, fajna moc i interakcja żywych instrumentów, które w ryj dać mogą dać.

07.01.2015 :: 17:53 Komentuj (7)

Na stacji

Potaniała benzyna daje zabawne złudzenie powrotu do przeszłości, niejako młodnienia szofera.

Nawet dość zbliżone formatami ładnie się prezentują na półce podręcznej, każda z wystającą u góry zakładką:
- Marcin Wroński "Na imię jej będzie Aniela" - zawiesisty, zatęchły klimat kryminału w okupowanym Lublinie
- John Steinbeck "Tortilla Flat" - to lubię po kawałku, bo takie tam nagromadzenie mojości
- Maciej Kuczyński "Wodospady" - to na okazje kąpielowe i inne momenty, kiedy jakoś do tej mętnej lektury po drodze
- jeszcze coś czwartego, ale nie pamiętam

donpepego młodo zatankowany

P.S. Czytanie ze zrozumieniem: "nieuniknionej niedorzeczności tejże wiary, gdy jej przedmiotem bywa zestaw prawd - praca zbiorowa powstała przy wydatnym współudziale licznych oszołomów na przestrzeni wieków." - chodzi o sytuację, gdy praktykowana wiara sprowadza się do zupełnie nieświętych spraw, którymi jedna czy druga religia obrosła wskutek głuchego telefonu pokoleń, realizowania brudnych interesów lub poronionych pomysłów tych, co dorwali na dłużej czy krócej stery. Nie chodzi o sugestię, jakoby "Historie osób, które oddały życie za wiarę" miały być "pracą zbiorową powstałą przy wydatnym współudziale licznych oszołomów na przestrzeni wieków". Nie chodzi też o to, jakoby książka opisywała losy tych oszołomów.

09.01.2015 :: 17:22 Komentuj (4)

Coś za coś

- Jak to jest, że mężczyźni nie mają cellulitu?
- Ano nie mają. Testosteron, hormony.
- Czyli jak któraś kobieta ma wąsy, to nie ma cellulitu?
- No - coś za coś...

[zasłyszane w kuchni]

donpepego bezcellulitowy

P.S.1. "Retrogenetyka" Bułyczowa wyallegrowana spontanicznie z sentymentu, dotarłszy, została pochłonięta niemal w całości w jeden - wczorajszy, dość mocno zajęty - dzień. Gdyby nie był tak zajęty, weszłyby dwie.

P.S.2. W międzyczasie plankton życiowy - jakieś podśmiechujki, gry i zabawy, orka orka orka, zero procentów (nie licząc tych układanych z plasterków ogórka i pasków papryki na kanapkach), jakiś fryzjer z synem obaj po kolei cięci, jakieś zakupy z dziećmi samotrzeć, na których - jak ślepej kurze ziarno, za psie pieniądze - trafił mi na likwidacji sklepu tornister spełniający wymagania nosem-kręcącego, a ja sam zostałem właścicielem bluzy, która już z daleka wołała "jesteśmy sobie pisani", oraz trzymaczki samochodowej na telefon, która umożliwia użycie nawigacji, która właściwie nie jest mi potrzebna, ale zawsze fajniej móc niż nie móc.

P.S.2. Grało się ponownie czadownie. Bieg naendorfinował człeka na dobę z okładem. Colin Bass "Outcast of the Islands" przez Michała wspominkowany, zasiany, wyszperany i posłuchany kilkakrotnie ze smakiem. Sny ostatnio dziwne, ale fajne, takie świeże jakieś. Poza snami różnie.

15.01.2015 :: 15:30 Komentuj (5)

Między kroplami

"Godziny" po latach obejrzane dotarły inaczej. Kiedyś raczej na zasadzie ciekawości rzeczy dziwnych, teraz - dotarcia naprawdę. No - jak każdy dzień to kolejna uciążliwa rata słonej opłaty za coś, z czego wszystko, co coś warte, już było.
Albo w ogóle nie istnieje.
Albo istnieje, ale nie interesuje. Głównie to. Płacisz i wyrzucasz i wszystko się buntuje w środku - po co?!
To święto-przeklęte trwanie, tylko dlatego, że mówią, że trzeba. Nie, sam tak nie mam, póki co wystarczająco często bywają chwile wystarczająco... zabawne, powiedzmy, żeby nie desperować; ale raczej niech mnie omijają wątpiący w sens, bo na jasną ich nie przekabacę.

A pod palcami - w ukradzionej dziś chwili tyłem do męczącego świata - kolejne trzy grosze poematu na gitarę i brak słów.

donpepego klasycznie sobotni

P.S. Teraz śnieg, w dzień sucho, a wtedy, kiedy mogłem pobiegać - akurat deszcz. Takiemu biegaczowi jak ja, deszcz nie przeszkadza pyknąć niespiesznej szósteczki (->zzawęgłowy motywator).

17.01.2015 :: 22:50 Komentuj (3)

Punkty nacisku

Z bieganiem podobnie jak z nauką gry na instrumencie - powtórzenie sprawy dwa dni później daje sympatyczny efekt zwyżki formy.

A skoro z treścią tak sobie, to chociaż formę fajnie mieć, prawda?

Ale 10 km z hakiem to w sam raz jako górny limit, nie zamierzam wydłużać dystansu, szczególnie że start był dopiero koło 22:00, a rano trzeba wstać.

"Pokłosie" obejrzałem ostatnio kosztem snu - warto było. Nie wiem, na ile powszechnie się takie i podobne rzeczy działy, ale film pozostaje w głowie, trafia do tej trawionej niepokojem części, która próbuje dociec, jak byśmy się zachowali, gdyby. Ja zwykle ostrożny w manifestowaniu przekonania o swej niezłomności - tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono. Nie jest z tą polską kinematografią tak źle, skoro mamy "Pokłosie" czy "Wymyk". Albo "Obława". "Bogów" nie widziałem.

Jako fejso-sceptyk uczciwie przyznaję, że czasem jest z Facebooka pożytek - wczoraj właśnie tam wyłapałem informację o jednej książce, o której nie wiedziałem, że istnieje, a jak się dowiedziałem, to zaraz wyallegrowałem.

donpepego z wysokiego zamku

P.S. Mam też myśl, że jeśli kiedyś będę miał możność dobrania sobie trasy biegu układającej się w jakiś wyraz - np. DUPA - to sobie zainstaluję Endomondo i będę mógł potem tę trasę pokazać na mapce na fejsie. Może gdzieś jakieś osiedle czy dzielnica układa się w taką inskrypcję? A może łatwiej wydreptać stosowny rysunek, niż napis?

20.01.2015 :: 10:45 Komentuj (4)

Dziś rocznica wyzwolenia Katowic

Z ostatnich dni:
- wczoraj występy stand-up, taka zbiorówka, pierwszoligowa podobno, generalnie nie moja bajka (nie odnajduję się w zbiorowych chichralniach), w dużej części muł i wodorosty, ale parę zabawnych momentów było i gdyby oprócz dobrej zasady "żadnych tabu" dodać drugą "nie podlizywać się gawiedzi", to byłoby na pewno krócej i pewnie kameralniej, ale chyba znacznie lepiej - sądząc po improwizacjach i części monologów, to bystrzy ludzie o świeżych głowach
- z niedzieli mam blazy na dwóch palcach prawej dłoni - wskazane więcej volume, mniej siłowego banglania
- co do biegania, to jednak się złamałem i było raz 12 km w ubiegłym tygodniu, gdybym miał endomondo, to wyrysowałbym co prawda nie dupę, ale rejony podobne. Długi, lekko zakrzywiony w połowie, obfity na końcu, z dorodnym, dwukrotnie nakreślonym nabiałem u nasady. Czy może podbiałem? Bo przecież jest pod. Ale już kolejny raz zszedłem do grzecznych 7km biegu.
- w sobotę "Misery" - się podobało
- wczoraj informacja o dość dalekiej i chyba fajnej podróży planowanej w marcu, sympatyczny kontekst
- a propos endomondo - na stand-upie ciekawy pomysł wykorzystania go do odtwarzania luk pamięciowych imprezowicza-szwendacza; może nie odpowie na pytanie, co robiłem, ale podpowie przynajmniej, gdzie.

donpepego podbiał w wodorostach

P.S. W czytaniu było "Na imię jej będzie Aniela" Marcina Wrońskiego, mroczniejsza z jego książek, bo i mroczny okres okupacji opisuje, klimatem w stronę "Morfiny" wręcz, jednak z zachowaniem cech serii o komisarzu Maciejewskim, jego humoru, widocznego upodobania autora do realiów międzywojnia i półświatka; ale się Wroński skończył i akurat wtedy podpełzł znienacka podczas marketowych zakupów spożywki "Wypadek" Ismaila Kadare. Grzech byłoby nie wziąć po taniości i nie zadzierzgnąć znajomości z nietkniętą dotąd literaturą albańską. Wrażenia mieszane, nowe, wciąga, autor nowocześnie pogrywa z konwencją romansidła, klimat póki co przywodzi na myśl "Kobietę z Piątej Dzielnicy" czy "Zapiski z Toskanii", jakieś dalekie powinowactwo też z prozą Leonarda Cohena, którą kiedyś liznąłem.

27.01.2015 :: 12:52 Komentuj (2)

Czy ty to ja, czy ja to ty?

Odebrałem dziś na poczcie wyallegrowaną książkę o alternatywnej historii - co to się cieszyłem na tych łamach, że się dowiedziałem, że w ogóle istnieje.

No i otwieram na przypadkowej stronie, a tam co?

A tam bohater podekscytowany, bo dowiaduje się właśnie o istnieniu książki o alternatywnej historii. Tej niby naszej.

donpepego w krainie luster i zegarów

P.S. Na YT oglądam czasem coś z serii "Wielkie ucieczki z PRL-u" i wczoraj było o Eugeniuszu Pieniążku, który sobie zbudował mały samolot (w dużej części powstał on w mieszkaniu w bloku!), trochę polatał nad Polską i potem zgrzytnął za granicę, w dość nietypową stronę. Fajne. Można nie lubić uśmiechu prowadzącego pana Sianeckiego i różnych reportażowych zagrywek, ale ta seria jest naprawdę udana.

28.01.2015 :: 12:13 Komentuj (3)




2018: 03. 02. 01. 2017: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2016: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2015: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2014: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2013: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2012: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2011: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2010: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2009: 12. 11. 10. 09. 08. 07.


powered by Ownlog.com & Fotolog.pl