Błądźmy

Jak mnie coś pisanego wprawi w zachwyt, to miło jest mi potem w tym czymś znaleźć błędzik ortograficzny, interpunkcyjny lub chociaż rozdzielną pisownię "nie" z imiesłowami przymiotnikowymi po 9 grudnia 1997 roku, kiedy uchwalono pisownię łaczną. Zwykle jest mi więc miło, można rzec.

Nie przepadam za doskonałościami pod każdym względem.

donpepego nie przepadający

P.S. Pograliśmy sobie dzisiaj z Tomkiem na gitarach bardzo fajnie.

02.01.2010 :: 23:49 Komentuj (7)

Tato, a co robią mrówki zimą?

Mrówki w zimie zbijają się w jeden kłąb i na dnie mrowiska przesypiają niesprzyjający okres „przytulone do siebie” jak kochające się rodzeństwo. Nad nimi znajduje się gruba warstwa ziemi i materiału, z którego zbudowane jest gniazdo, np. igliwie, a wszystko to przykryte jest zwykle „śniegową pierzynką”. Jeśli tylko temperatura gruntu podniesie się do odpowiedniej wartości, mrówki zaczynają się budzić i wychodzić na powierzchnię mrowiska, by ogrzać się w promieniach słońca. W ich przypadku rodzina jest gotowa do życia już od pierwszych dni wiosny.

Źródło: Anna Krzysztofiak, "Rozmaitości", http://www.wigry.win.pl/kwartalnik/nr16_roz.htm

donpepego guglarz

P.S. Dziś poznałem też nowe ucieleśnienie diabła z pudełka. Bardzo pracowity dzień, ale praca z sensem nie męczy tak, jak czasem jakaś bzdura bez sensu.

05.01.2010 :: 17:29 Komentuj (6)

Numer 52



donpepego industrialny

P.S. Ponagrywałbym.

11.01.2010 :: 12:23 Komentuj (2)

Punkty odniesienia

A może z uczuciami, z tym co dla człowieka najważniejsze, najbliższe sercu, z tym co chcemy żeby trwało wiecznie i wierzymy - to jak z porcelaną?

Nie używać pod żadnym pozorem, ustawić na najwyższej półce za szkłem, od czasu do czasu przetrzeć ostrożnie i nabożnie, ale nie dopuścić do zapaprania chlebem powszednim, kawą stresów, do unicestwienia pęknięciami chwil, rozmianą w drobny mak?

Punkty odniesienia ustalić lata świetlne stąd, poza granicami codziennych konstelacji, rozpiąć między nimi płaszczyznę podparcia nienamacalną, ale dzięki temu niezniszczalną?

A tu mieć kubas, michę i łychę i robić swoje.

donpepego multiplagiator i co z tego

P.S. Film "Życie na podsłuchu / Das Leben der Anderen" bardzo mi spasował w niedzielę. O szpiclowskiej rzeczywistości NRD i trudnych wyborach. Dobrze, że zrobili to Niemcy - bo nie zmakdonaldyzowali przekazu, no i strasznie lubię niemieckie konstruowanie słów i myśli. Ten język naprawdę pozwala na wyjątkową precyzję w nazywaniu rzeczy, na ile się mogę orientować przy mojej bardzo ograniczonej znajomości.

12.01.2010 :: 11:44 Komentuj (7)

Logika alternatywna, czyli zamienił stryjek

Coś, co miało w zamyśle zastąpić niezły kilkuletni samochód, okazało się rakietą międzyplanetarną z opcjami łodzi podwodnej, dywanu latającego i tostera/opiekacza oraz kilkoma poważnymi niedociągnięciami. Do tego z najbliższym serwisem tysiąc mil stąd, dodać należy: serwisem wyspecjalizowanym w bezradnym rozkładaniu rąk.

I trochę się pienię, że nie jeździ jak trzeba, a trochę mam taką chłopacką radochę w opanowywaniu gał, pocięgli i prztyczków oraz niwelowaniu denerwujących efektów alternatywnej logiki inżynierów tego cudu. Spoko maroko, jeszcze trochę i będę mykał rakietą nawet po wąskich uliczkach i szosach powiatu i parkował na lusterka. Ale na razie bywa, że mi nagle znika silnik albo dziób.

donpepego oblatywacz

P.S. Nowe Turbo "Strażnik światła" wraca do tradycji stylu "Dorosłych dzieci", bez rewelacji, ale jako tako wchodzi jeśli nie oczekuje się niewtórności. Spięty "Antyszanty" jeszcze do bliższego obadania, nie przepadam za takim explicite rzygiem filozoficzno-rynsztokowym, ale dam szansę. Yesów "Magnification" łagodzi ostre kanty nienawistnych poranków. Gdzieś pomiędzy - Chickenfoot 2009 (dla miłośników Van Halena, do których jakoś nie potrafię dołączyć), Zeppelinów koncert jeden z ostatnich (bootleg z Amsterdamu 1980 - trochę zakisił się ten zespół wtedy i stracił błysk, bo ileż można płonąć, ale i tak za nimi długo długo nikt), Martin Barre (z Jethro Tull, ale solo - kunsztowne gitarełki), jacyś Doorsi się przewinęli, a teraz - Van der Graaf Generator.

14.01.2010 :: 13:11 Komentuj (5)

Delirium

Nie, nie zmieniłem samochodu, to była metafora taka.
Samochody zmieniam średnio co prawie 3 lata i do następnej zmiany jeszcze trochę zostało.
Delirium też nie mam chyba, tylko mi się skojarzyło ze słowem dementi.

donpepego dementor motoryzacyjnie metaforyczny

P.S. Nie wiem, z czego to wynika, ale mam ostatnio wyjątkowo łaskawe sny. Niekopiujące ani kawałka rzeczywistości mojej, dające więc do niej rozkoszny dystans. Może że się nie obżeram i nie opijam, to taka nagroda, że choć snu mało, to za to lepszy. W czytaniu "Żart" Kundery, w kolejce "Środa popielcowa" Ethana Hawke, tak, tego aktora.

17.01.2010 :: 11:22 Komentuj (7)

Haende hoch!



donpepego schnell weggegangen

P.S. Powróciłem do soczewek kontaktowych i więcej widzę, co nie ma jednak pozytywnego przełożenia na kontaktowość.

18.01.2010 :: 13:06 Komentuj (6)

Coelhizm

Ten sam przedmiot może rzucać bardzo różne cienie i wszystkie są tak samo prawdziwe - taki coelhizm przeszedł mi przez głowę, na wylot.

donpepego wielocienisty

P.S. Czemu jest tak, że na komputerze z niezapomnianego skądinąd roku 2003 nagrywać się dało bez ceregieli, a na nowym - ych, Vista wio łatwo powiedzieć, mnoży problemy i nijak nie umożliwia odsłuchu z klawisza via komputer w czasie rzeczywistym, tylko z plus minus sekundowym opóźnieniem. No tak się nie da, kuna, grać! Inna sprawa, że z zapału do muzykowania z godziny 15, 16 czy nawet 17 zostają około 21, kiedy już można, marne resztki.

20.01.2010 :: 13:00 Komentuj (5)

Sobota inna niż wszystkie

Porwała mnie muzyka Johna Frusciante, porwała nagle - szukałem na Youtube "Song to the Siren" Tima Buckleya w wykonaniu Roberta Planta, znalazłem też wykonanie Johna Frusciante i tak po nitce do kłębka.

A dziś w ogóle dużo muzyki jak na sobotę, bo i sobota nietypowa: parę godzin sam z obojgiem dzieci, potem obiad (jam ci go przyrządził, włączając w to zupkę przecieraną przez sitko dla bezzębnej przyszłej miss Zaborza), a pózniej parę godzin z samą młodszą. I co? I żadne zupki ani kupki nie są w stanie sflaczyć rokendrolwego ducha, wręcz przeciwnie, naprawdę była radość i zabawa, wiatr w żagle i ramtamtam!

W dzień królowała muzyka Amaroka - taki zespół, nie mylić z płytą Oldfielda pod takimż tytułem, choć w sumie gdyby ktoś pomylił, to raczej się nie rozczaruje, bo - co muzycy filuternie zasugerowali tytułem jednego z utworów "Fieldmour" - ani Mike Oldfield, ani David Gilmour by się tych dwóch płyt nie powstydzili. Choć przyznać należy, że jedynie wspomniany utwór czerpie naprawdę do granicy pastiszu z patentów i brzmień dwóch tuzów wiosła, pozostałe są co najwyżej inspirowane. Taka pozytywna, bardzo uporządkowana, estetyczna muzyka, okraszona smaczkami, dopieszczona brzmieniowo, technicznie błyskotliwa, a emocjonalnie uśmiechnięta.

Ale myślę sobie, że o ile hipotetycznie mógłbym zagrać jakiś kawałek tak jak na płytach Amaroka (gdybym trzy lata ćwiczył i nic innego nie robił), o tyle Johnem Frusciante nie mógłbym zostać, choćbym i sto lat próbował i zesrał się po stokroć. Ogień, moi państwo, ogień, przy tym jakaś wrażliwość, słychać gitarową robotę z Red Hot Chili Peppers (macierzysta jego formacja), głos trochę jak Glen Hansard z "Once", ale przede wszystkim ten ogień, życie, sporo mroku, ale i światła, przewspaniała interakcja z publicznością na koncertówce, no i coś co znalazłem u tej pory u nielicznych rockowców - jakaś taka oddzielność, wyrazistość, charyzma, bezkompromisowość niepozowana. Choć może nadinterpretuję, ale... naprawdę ogromną frajdę mi sprawiło to odkrycie muzyczne, plus druga frajda pochodna - że jeszcze zdarzają się takie frajdy. I niestraszne minus piętnaście za oknem, spacer z taką muzą to naprawdę odlot.

donpepego spisujący sobotę na gorąco, a nie na straty

P.S. Udało mi się opanować podpięcie mikrofonu do kompa tak że zbiera dzwięk, z klawiszem też da radę, gitara trochę nie teges, bo jak słysząc nieśmiałe briam briam ze strun mam wiedzieć, jak zabrzmi wrrauuu które po kablu trafi na komputer? Kronikarsko jeszcze w tym temacie - elektryczna zawisła w końcu, czerwona nad niebieską, choć była to chyba ostatnia robota wiertnicza wysłużonej Celmy.

23.01.2010 :: 22:42 Komentuj (5)

Czyta się, słucha się

"Środa popielcowa" Ethana Hawke czyta się źle, a główna w tym "zasługa" tłumaczki, która kompletnie nie potrafi dobierać słów, dzięki czemu zarówno dialogi, jak i cała narracja zgrzyta i kuleje przeraźliwie. Coś paskudnego. Może dorwę gdzieś kawałek oryginału dla porównania.

Treściowo też nie zachwyca, choć tu i ówdzie parę ciekawych spostrzeżeń się znajdzie, poza tym takie książki pisane przez, powiedzmy, amatorów, mają pewien urok właściwy też amatorskim filmom - ujęcia są nieprzemyślane, niepoddane zasadom kompozycji, proporcji, z kiksami, co nawet przy takiej sobie fabule daje ciekawy poniekąd efekt, jakbyśmy oglądali, dajmy na to, serial "Klan", w którym co jakiś czas kamera pokazałaby kawałek dykty z brzegu studia, but dźwiękowca albo doktora Lubicza dłubiącego w nosie.

donpepego średnio środowe

P.S. John Frusciante trzyma. Staram się nie zrobić sobie z tego mętliku i zapoznawać się sukcesywnie. Aura nie sprzyja dwugodzinnym spacerom, więc tempo jest niewielkie.

26.01.2010 :: 13:52 Komentuj (3)

Alfabeton

Od "chce mi się wyyyyyyć" do "chce mi się żyyyyyyć" zaledwie kilka literek w przód, a zda się czasem, że ze trzydzieści alfabetów ze znakami diakrytycznymi z całego świata. Zwłaszcza nocą.

donpepego lekko niezdrów

P.S. Lepiej być człowiekiem wtórnym czy pierwotnym?

29.01.2010 :: 12:34 Komentuj (9)




2018: 01. 2017: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2016: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2015: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2014: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2013: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2012: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2011: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2010: 12. 11. 10. 09. 08. 07. 06. 05. 04. 03. 02. 01. 2009: 12. 11. 10. 09. 08. 07.


powered by Ownlog.com & Fotolog.pl